Felietony i artykuły autorskie

To niesamowite i nieznane prawo duchowe ma wpływ na Twoje życie!

Mawiają, że życie to gra. Wygrywa ten, co nie gra, a jest sobą. świat materii zarządzany przez upadłego boga – demiurga – chce sprytnie wciągnąć Cię w swoją grę. Na początek obieca Ci, że osiągniesz ostateczne szczęście i spełnienie, jak wypełnisz szereg warunków. Jak wykształcisz się, zrobisz karierę, pozwiedzasz modne wśród młodych ludzi kraje, wyszumisz i wybawisz się, założysz rodzinę i spłodzisz dzieci, zdobędziesz majątek, kupisz samochód, mieszkanie a potem wybudujesz dom..

Tylko zauważ. Szczęście nie może być tu i teraz. Masz za nim wiecznie gonić, bo gdy jeden cel ze społecznej listy już odhaczysz, zaraz pojawia się następny. Tak to już jest sprytnie skonstruowane. Ciągle masz czegoś pragnąć, do czegoś dążyć i za czymś gonić. Dla przykładu – nawet gdy masz już upragnione, czteropokojowe mieszkanie w luksusowej dzielnicy.. To zaraz robi się w nim dziwnie ciasno, a umysł zaczyna pragnąć budowy sześciopokojowego domu.

Wszystko po to, byś oddał światu swój najcenniejszy skarb – CZAS WOLNY – a potem: pieniądze, energię i siły witalne. Nie możesz mieć za dużo czasu wolnego i pieniędzy. Musisz przeznaczać je niemal w całości dla systemu demiurga (materii). Więc czas przeznaczasz na wychowywanie dzieci i pracę od świtu do nocy. Zaś pieniądze – na coraz to nowe zachcianki i na spełnianie celów narzuconych Ci przez społeczeństwo. Ludzie z nadmiarem czasu wolnego i nadmiarem pieniędzy są niebezpieczni dla każdego systemu. Dlaczego? Ponieważ mogą wtedy robić najniebezpieczniejszą rzecz, jaka tylko istnieje na Ziemi – a więc KWESTIONOWAĆ i MYŚLEĆ. A wtedy można dojść do niebezpiecznych dla systemu wniosków. Na przykład takich, że po co spełniać oczekiwania tej struktury, skoro można to pierdolić i żyć po swojemu?

Można to także opisać nieco inaczej.

Życie jest jak gra komputerowa. Można być graczem, czyli tym co siedzi przy komputerze i steruje postacią, lub bierną, sterowaną przez gracza postacią w grze na ekranie. Postać jest bezwolnym uczestnikiem gry. W życiu realnym jest to człowiek, który nie ma dystansu do społecznych norm i konwenansów, jak i nie ma dystansu wobec doktryn, ideologii, religii, przekonań, i w końcu – do swoich emocji. Zaś odpowiednikiem gracza w życiu realnym jest człowiek samodzielnie myślący, będący obserwatorem życia. Jest on zdystansowany do społecznych i kulturowych przekonań, jak i wie, że jego emocje nie są nim samym. Emocje nie są całym niebem, ale są tylko chmurami na tym niebie, które się ciągle zmieniają. Raz niebo jest pogodne z wesołymi, pierzastymi chmurkami, innym razem jest burzowe. Niebo pozostaje niebem od eonów czasu, podczas gdy chmury zmieniają się z sekundy na sekundę.

Ale tu kryje się paradoks paradoksów.

Aby być naprawdę czynnym graczem, to trzeba grać świadomie.. A żeby osiągnąć świadomość, to trzeba osiągnąć najpierw cel: wejść w ciemność stałego „Ja”, czyli doświadczyć tego kim się jest.. Czyli na pewien czas osiągnąć maksimum odwrócenia się od snu materii. Dopiero po maksymalnym osiągnięciu stanu nieporuszenia – obserwatora – można stać się aktywnym, czynnym i już świadomym graczem.. Bez tego nasza gra, czyli działanie, rola awatara, będzie grana nieświadomie i będzie skłonna to bycia marionetką.

Jak to osiągnąć?

Trzeba ćwiczyć, samo nie przyjdzie. Do tego trzeba się zmusić trochę, nie ma innej opcji. Podświadomość się tak przyzwyczaiła do patrzenia na zewnątrz, że trzeba ją jak dziecko przymusić do zmiany kierunku ku wewnątrz – ku pytaniu „kim jestem.” Robi się to np przez regularne medytacje. Ale nie te transowe, które są najbardziej popularne.

Więc jakie?

większość z dostępnych sposobów medytacji, to medytacje transowe. Mogą one dodawać energii, ale na ogół omijają sedno – czyli przebudzenie. Przebudzenie to odwrotność transu, nawet tego transu odczuwanego podczas medytacji. Ostatecznym, najskuteczniejszym sposobem na medytację jest medytacja Zen. Jest to sposób najłatwiejszy, i przez to.. najtrudniejszy. Na czym on polega? Otóż siadasz wygodnie w pozycji kwiatu lotosu. Zamykasz oczy. Co robisz? NIC.

Nic nie liczysz, nic sobie nie wyobrażasz, o niczym starasz się nie myśleć, ale też nie starasz się nie myśleć w ogóle. Po prostu siedzisz, nic nie robisz i medytujesz pustkę. Potem zaś otwierasz oczy, bo w tej medytacji chodzi o maksymalne przebudzenie, a nie o odcinanie się i transe. Medytujesz potem w całkowicie otwartymi oczami i umysłem, z pełną świadomością. Z opisu może się to wydawać łatwe, ale weź spróbuj tak w praktyce, i to codziennie. Nie jest to wtedy wcale takie proste, na jakie może się to wydawać. 😉 Ostatecznie, najtrudniejszy z najtrudniejszych sposobów medytacji, to ten na poniższym obrazku, czyli.. życie realne. Ostatecznym celem medytacji jest bycie spokojnym podczas huraganu, któremu na imię życie.

.

Celem tego wszystkiego nie jest dezercja ze świata demiurga (materii) i mówienie, że jest on zły, szatański, psychopatyczny. Celem jest najpierw ominięcie jego pułapek (konsumpcjonizm, ideologie i doktryny, często też rozmnażanie, jeśli jest nieświadome), później zaś jego zanegowanie, wejście w świat ducha i przysłowiowe bujanie w obłokach, by ostatecznie znowu zejść na Ziemię, tę Ziemię.

Do zwykłego, prostego życia, którego podczas etapu bujania w obłokach nie lubiłeś i uważałeś za gorsze, niegodne Ciebie, oświeconego. Oświeconego od dupy strony – nawiasem mówiąc. Bo nie o dezercję ze świata materii chodzi. Ale o ponowne wejście w niego, po zejściu z iluzorycznych obłoków. Ale tym razem wchodzisz w ten świat materii, w zwykłe codzienne życie, w pełni świadomie. Nie sterują Tobą inni i Twoje emocje (które nie są tożsame z Tobą samym), nie dajesz się też wpływom tego świata i jego syreniemu śpiewowi, nęcącemu na manowce zbłąkanych marynarzy życia.

Ale Ty jesteś kreatorem tego życia. Nie rodzice, nie społeczeństwo, nie politycy, nie systemy światopoglądowe (ideologie, religie, nauka itp itd). A także: nie przypadek, nie przeznaczenie, nie wola boża, nie prawo karmy, nie plan duszy, nie numerologia, nie astrologia, nie prawo przyciągania, nie energie astralne, klątwy, magowie, wampiry energetyczne..

To już nie rządzi Twoim życiem. Te powyższe byty rządzą życiem nieświadomych, czyli po jungowsku – mentalnych dzieci. Teraz swoim życiem zarządzasz sam.

Autor: Gwiezdny Wędrowiec, Jarek Kefir (praca wspólna)

Ważna informacja: Strona utrzymuje się z dobrowolnych darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę mówić prawdę prosto z mostu, często prawdę niepopularną, niechcianą. Szerzę świadomość i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam płatnych treści. Chcę by moje publikacje były dostępne dla każdego. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc finansowo moje publikacje i utrzymanie strony na serwerze.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

4 odpowiedzi »

  1. „Ale Ty jesteś kreatorem tego życia…” to cytat z Twojego artykulu, mam takie pytanko, mianowicie: skad mam wiedziec, ze to ja jestem faktycznie kreatorem, a nie np. moje spoleczne oprogramowanie. Czy dzialanie wynikajace z niedzialania? Bo to jest chyba zgodne z praktyka zen…o ile dobrze zrozumialem. Polecam obejrzec na YT wyklady Alexandra Poraja Zakiela, bardzo mi pomogly. Dawno nie zagladalem, ale wracam i ciesze sie z tego powodu. Pozdrawiam!

  2. Jarku, brawo, ten artykuł jest piękny, mocny i mądry!!!!!!!!!!!!!!! Mi sie wydawało, że ja już mam wszystko za sobą / kariery zawodowe, domy i inne duperele ale dziś więm, że muszę się obudzić ponownie. Serce moje przepełnia muzyka, której to drogą nie poszłam! Dziś leję łzy i uczę sie sama grać! Tak, gram i będę grać! Mam nadzieję, że coraz lepiej! Pozdrawiam Cie serdecznie!!!!!

    • Nie można zmieniać i kreować przeznaczenia bo inaczej nie byłoby ono przeznaczeniem. Ono musi się wypełnić.
      Pragnienie oświecenia nie jest wskazane bo to czy ktoś je osiągnie nie zależy od ciebie tylko od Źródła/Niewypowiedzianego/Niepojmowalnego.
      Pragnąc usilnie osiągnąć stan oświecenia dopuszczasz do siebie wiele fałszywych energii.
      Pisanie że „ty jesteś kreatorem życia” to zwodzicielskie, manipulacyjne, satanistyczne New Age.
      Osiągasz w życiu to co było wcześniej zapisane w tym przeznaczeniu.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.