Kategoria: Tajemnice historii

O tym, jak bankierzy skorumpowali polskich polityków, by przyjęli OFE. Cel – defraudacja składek emerytalnych

Jaki był prawdziwy cel powstania OFE? Kulisy bankowo-politycznej korupcji

Cytat: „Ta książka wywoła szok! Amerykański profesor ujawnił, czym i jak bankierzy przekonali naszych polityków, związkowców i dziennikarzy do OFE.

W toczącej się w Polsce debacie w sprawie zmian w otwartych funduszach emerytalnych (OFE) warto się odwołać do niezwykle interesującej książki „Prywatyzacja emerytur. Transnarodowa kampania na rzecz reformy zabezpieczenia społecznego”, która ukazała się w 2008 r. w wydawnictwie Uniwersytetu Princeton w Stanach Zjednoczonych. Jej autorem jest prof. Mitchell A. Orenstein (Johns Hopkins University).

W publikacji obszernie przedstawiono przyczyny, mechanizmy i sposoby wprowadzenia przymusowego kapitałowego filara systemu emerytalnego w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej oraz w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Szczególna uwaga została poświęcona roli, jaką odegrał tu Bank Światowy wraz z Międzynarodowym Funduszem Walutowym oraz amerykańska USAID (US Agency for International Development), a także OECD i inne organizacje międzynarodowe.

W opinii Orensteina, podmioty te stworzyły swego rodzaju koalicję, która w ramach dobrze zorganizowanej kampanii rozpowszechniała w świecie ideę prywatyzacji emerytur. [A myśmy myśleli, że to wolny rynek, i  że będzie lepiej niż za PRL – admin]

(…) Zastanawiając się nad rzeczywistymi przyczynami ustanowienia obowiązkowego filaru emerytalnego, Orenstein wskazuje, że międzynarodowe instytucje finansowe i korporacje wielonarodowe, zajmujące się zarządzaniem prywatnymi funduszami emerytalnymi, bardzo się interesowały stworzeniem w różnych krajach dużej puli oszczędności z przymusowo pobieranych środków publicznych (s. 79). Doświadczenia reformy chilijskiej pokazały, że zarządzanie tymi pieniędzmi może stanowić atrakcyjne źródło zysków dla wielkich międzynarodowych firm ubezpieczeniowych i banków. Od 1994 r. BŚ bardzo się zaangażował w promowanie tego rodzaju reformy.

Ważnym instrumentem wprowadzania przymusowego filara kapitałowego była polityka pożyczkowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. I tak np. jednym z warunków udzielenia Argentynie w 1992 r. pożyczki w wysokości 40 mld dol. przez MFW było sfinalizowanie prywatyzacji emerytur w tym kraju. Ponadto Bank Światowy w latach 1996-1997 udzielił Argentynie pożyczek w wysokości 320 mln dol., by wesprzeć realizację reformy emerytalnej (s. 152). Orenstein stwierdza, że BŚ, MFW i regionalne banki rozwoju udzielały często pożyczek i pomocy różnym krajom, pod warunkiem że wprowadzą one prywatyzację emerytur. Z drugiej strony, instytucje te zapewniały pożyczki na sfinansowanie luki w finansach publicznych, powstałej z powodu skierowania do prywatnych instytucji części składek emerytalnych, tak by można było wypłacać bieżące emerytury (s. 89).

Orenstein wskazuje, że silnej presji ze strony tych instytucji oparły się jedynie nieliczne kraje wytypowane do wprowadzenia obowiązkowego filara kapitałowego. Te kraje to: Wenezuela, Słowenia oraz Korea Południowa (s. 154). Według opinii Orensteina, Korea jest przypadkiem, który pokazuje, że przywódcy w dużym i bogatym kraju mają siłę, by oprzeć się polityce transnarodowych podmiotów (s. 156). Z całej książki wynika ogólna refleksja, że na celowniku tych podmiotów znalazły się kraje o średnich dochodach, przeżywające różne problemy gospodarcze i uzależnione od międzynarodowej pomocy finansowej. Bank Światowy i inni transnarodowi aktorzy w zasadzie nie próbowali wprowadzić przymusowego filara kapitałowego w krajach o małych dochodach (niski poziom płac i składek), a także w krajach wysoko rozwiniętych. W odniesieniu do tych ostatnich trudno bowiem było znaleźć jakieś skuteczne instrumenty oddziaływania na rządzących (s. 162).

Orenstein odwołuje się do badań pokazujących, jak wielkie straty poniosły pierwsze pokolenia emerytów otrzymujących świadczenia z przymusowych prywatnych funduszy w krajach Ameryki Łacińskiej. Istotną przyczyną tych strat okazały się wysokie opłaty pobierane przez instytucje finansowe zarządzające funduszami. Opłaty te stanowiły niesprawiedliwe obciążenie indywidualnych oszczędności emerytalnych i spowodowały utratę dużej części dochodu należnego emerytowi (s. 82).

W książce szczegółowo scharakteryzowano mechanizm i poszczególne etapy prywatyzowania emerytur. I tak najpierw Bank Światowy, a także inni tzw. transnarodowi aktorzy, starali się zidentyfikować kraje mogące być obiecującymi kandydatami do wprowadzenia obowiązkowego kapitałowego filaru emerytalnego, oraz przedstawicieli władz tych krajów, mających „polityczną wolę” przeprowadzenia reform (s. 87).

Jedną z metod stosowanych do tego celu było zapraszanie tych przedstawicieli na konferencje i seminaria na temat prywatyzacji emerytur, organizowane zazwyczaj na najbardziej znanych uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych. Orenstein wskazuje, że tym sposobem Bankowi Światowemu łatwiej było stwierdzić, które kraje myślą poważnie o reformie emerytalnej, i zrekrutować przy tej okazji sojuszników do jej realizacji. Dzięki dużej liczbie tych seminariów, zorganizowanych przez BŚ, udało się przeszkolić tysiące oficjalnych przedstawicieli z wielu państw w kwestii prywatyzacji emerytur (s. 87). Drugi etap następował po tym, jak zasiana uprzednio idea tej prywatyzacji zainteresowała decydentów w jakimś kraju.

Następnym wyzwaniem było przeszkolenie krajowych ekspertów w kwestiach organizacji funduszy, ich regulacji i nadzoru nad ich działalnością. Orenstein zwraca uwagę na dyskusje, które toczyły się na początku lat 90 zarówno w BŚ, jak i MFW odnośnie do źródeł finansowania przymusowego filara kapitałowego, oznaczającego w praktyce wyjęcie części składki emerytalnej z budżetu i w efekcie niedostatek środków na bieżące emerytury. Obie organizacje miały świadomość, że filar ten wymaga poważnego zadłużania się przez rządy, co może stanowić istotny problem dla krajów mających już wysoki dług. Ostatecznie zwolennicy tego filara zaczęli propagować ideę, że nie tworzy on takiego problemu, gdyż powoduje jedynie zamianę zobowiązań państwa wobec przyszłych emerytów w ramach systemu repartycyjnego, czyli tzw. długu ukrytego na dług jawny (s. 83).

Zwolennicy ci pominęli więc fakt, że dług jawny wymaga zaciągania przez państwo pożyczek już teraz i płacenia od nich odsetek, podczas gdy dług ukryty stanie się wymagalny za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, i to nie w całości, lecz stopniowo, wraz z upływem lat bycia na emeryturze przez daną osobę. Zatem w imię korzyści osiąganych przez instytucje finansowe z prywatyzacji emerytur transnarodowi aktorzy wymyślili i rozpowszechniali argument odnośnie do długu ukrytego, nie bacząc, że lawinowo narastający dług jawny z powodu przymusowego filara kapitałowego prowadzi kolejne kraje do bankructwa.

Orenstein wykazał się dużą wnikliwością badawczą, charakteryzując proces wprowadzenie OFE w Polsce. Warto zwrócić uwagę na kilka istotnych faktów przedstawionych w książce:

Z rozważanych w Polsce kilku koncepcji reformy emerytalnej ostatecznie do realizacji została przyjęta koncepcja, której opracowanie sponsorował Bank Światowy (s. 113). BŚ oddelegował do Polski przedstawiciela, który stanął na czele Biura Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Systemu Zabezpieczenia Społecznego. Po wykonaniu misji w Polsce powrócił on do BŚ na znaczące stanowisko. Orenstein podkreśla, że biuro uzyskało z BŚ wszelkie niezbędne zasoby finansowe i techniczne, potrzebne, by przekonać potencjalnych sojuszników proponowanych rozwiązań i udaremnić wysiłki oponentów. Fakt, że Bank Światowy umieszczał swoich ludzi w najważniejszych biurach rządowych, wskazuje na to, jak bardzo instytucja ta była w stanie wpływać na proces reformy w różnych krajach (s. 117). W książce pokazano, jak udało się zyskać poparcie najważniejszych polskich polityków dla koncepcji przymusowego filara kapitałowego.

Różnorodne działania zostały podjęte przez BŚ, by uzyskać poparcie dla idei prywatyzacji emerytur ze strony organizacji pracodawców i kierownictwa związków zawodowych. W odniesieniu do tych drugich istotna okazała się m.in. obietnica odnośnie do tworzenia przez związki własnych funduszy emerytalnych, co w opinii Orensteina, pokazało związkom „jasny interes biznesowy w reformach” (s. 119).

USAID przekazała 1,4 mln dol. na sfinansowanie wielkiej kampanii publicznej promującej OFE, podjętej w kwietniu 1997 r. W pierwszej fazie tej kampanii skupiono się na tworzeniu ogólnego obrazu reformy i skierowano informacje do związków zawodowych, pracodawców, liderów politycznych i mediów. Realizowane były seminaria edukacyjne, dostarczano materiały propagandowe. Ważnym elementem kampanii były wizyty studyjne w różnych krajach, zorganizowane dla dziennikarzy, parlamentarzystów i przedstawicieli rządu, wskazanych przez Biuro Pełnomocnika Rządu (s. 123). Orenstein zauważa, że granty przyznane członkom rządu, parlamentarzystom i dziennikarzom w celu sfinansowania ich wizyt studyjnych w Chile, Argentynie i innych krajach, zwiększyły efektywność tych osób w przekazywaniu informacji na temat prywatyzacji emerytur. W wielu przypadkach wizyty spowodowały, że sceptycy stali się zwolennikami tej prywatyzacji (s. 127). W przypadku Polski takie wycieczki, jak wskazuje Orenstein, stanowiły największy koszt w kampanii finansowanej przez USAID, ale miały duży wpływ na zmiany poglądów uczestników (s. 91). W książce przedstawiono nazwiska osób oraz nazwy instytucji aktywnie działajacych na rzecz wprowadzenia OFE, jak i tych, które starały się nie dopuścić do ustanowienia funduszy.

W połowie 1998 r., przy wsparciu w wysokości wielu milionów dolarów z USAID, utworzony Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi (UNFE) (s. 124). Orenstein wskazuje, że w czasie, gdy USAID zajmowała się UNFE, Bank Światowy koncentrował wysiłki na wprowadzaniu zmian w ZUS. Te działania USAID, jak i BŚ, według autora, trwały kilka lat i kosztowały miliony dolarów z pieniędzy transnarodowych donatorów (s. 128).

Drugi etap kampanii finansowanej przez USAID rozpoczął się w październiku 1998 r., a jego intensywna faza była w pierwszych miesiącach 1999 r., kiedy kluczowe znaczenie miały reklamy telewizyjne i ulotki informacyjne rozesłane z rachunkami telefonicznymi (s. 127).

Podsumowując reformę emerytalną w Polsce, Orenstein wskazuje na głęboką ingerencję Banku Światowego i USAID w jej ukształtowanie i wprowadzenie w życie, w tym poprzez finansowanie zespołów reformujących oraz wszelką pomoc finansową i techniczną. Pozwoliła ona pozyskać zwolenników i zmienić preferencje decydentów (s. 129).

Książka prof. Orensteina stanowi bardzo dobrze udokumentowaną analizę procesu wprowadzania przymusowego filara kapitałowego i rolę, jaką odegrały w tym organizacje i korporacje międzynarodowe. Silne zaangażowanie tych podmiotów w ustanowienie tego filara jest też przyczyną dotychczasowych trudności krajów, które chciały ograniczyć czy zlikwidować obowiązkowe fundusze emerytalne. Kraje te, po tym, jak ogromnie zadłużyły się z powodu tych funduszy, są jeszcze bardziej uzależnione od dobrej woli transnarodowych aktorów niż kiedyś. Tłumaczyć to może np., dlaczego MFW sprzeciwił się w 2010 r. próbie likwidacji OFE podjętej w Bułgarii.

Leokadia Oręziak, artykuł “Jak wprowadzono w Polsce OFE” (“Przegląd”, 2009 r.)
Autorka jest profesorem zwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej oraz Uczelni Łazarskiego w Warszawie

http://antykomuna.blogspot.se

Modlitwa chłopo-robotnika z dużego miasta XXI wieku

Młodzi, wykształceni, z wielkich miast

„Panie Waldku, jaka jest ta Polska chłopo-robotnicza, tej bandyckiej postkomuny III RP w XXI wieku? Czy coś się zmieniło w mentalności polskiego chłopa przez te minione wieki?

Chłopstwem polskim znowu czas się zająć, gdyż wszystko co nam z 1000-letniej Rzeczypospolitej zostało to sól tej ziemi, czyli chłopstwo pospolite. Na tej notce oczywiście tematu nie sposób zakończyć, a i z nadzieją patrzę w stronę innych blogerów, że do tematu tego się włączą, abyśmy pod różnymi kątami tego zwierza ująć tu mogli.

Na pierwszy ogień reminiscencje z literatury naszej pięknej temat ten rozpoczną. Józef Ślimak, jak niestety tylko niektórzy pamiętają, jest głównym bohaterem powieści Bolesława Prusa, “Placówka”. Był to chłop średniozamożny, posiadał niewielkie gospodarstwo i dziesięć morgów ziemi, które znajdowały się we wsi nad doliną rzeki Białka. Miał on żonę Jagnę i dwóch synów: Jędrka i Staśka. „Był to chłop średniego wzrostu, z szeroką piersią i potężnymi ramionami. Miał twarz spokojną, wąsy krótko podcięte, na czole grzywkę, a z tyłu długie włosy spadające aż na kark. Bardzo lubił palić fajkę” – tak właśnie wyglądał Józef Ślimak. Bohater ten był prostym, zacofanym chłopem, który wierzył w zabobony. Wszystko złe, co spotykało ludzi na ich drodze, odczytywał jako boskie karanie niewiernych. Nie zmieniał swojego zdania na ten temat nawet wtedy, kiedy krzywda spotykała jego, choć miał się za pobożnego. Swój kawałek ziemi uprawiał tak jak jego przodkowie i był przekonany, że to najlepsza metoda.

Nigdy nie starał się wybić ponad społeczność, w której żył, uważał bowiem, że skoro jedni są wójtami i bogaczami, to właśnie tego chce Bóg i nie należy niczego zmieniać. Okazywał więc szacunek stojącym wyżej od niego, ale i tym mniejszym nie dawał się wyprzedzić.

Nazwisko, jakie nosił, doskonale oddawało jego temperament. Nigdy się nie spieszył, jakoś pracował i było dobrze. Potrafił jednak wpadać także w gniew, a wtedy był po prostu nieobliczalny. Potrafił wtedy przeklinać i rzucać, co miał pod ręką – zdarzało mu się także pobić parobka. Jednak tak naprawdę nie był złym człowiekiem i dbał o powodzenie swojej rodziny, kochał żonę oraz synów, chciał niby dla nich jak najlepiej, ale po nim to choćby potop, niech się już synowie dalej martwią. Nigdy nie gardził groszem, imał się różnych prac, byle tylko trochę zwiększyć swoje zapasy finansowe. Nie bał się żadnej roboty i również za to go ceniono. Nigdy nie przehulał zarobku, ale skrzętnie składał i chował „w skarpetę” wszystko, co udało mu się zarobić.

Wierny tradycji nie wzgardził człowiekiem, który przekroczył jego próg. Miał dla takiego zawsze dobre słowo, strawę i miejsce przy piecu. Nie rozróżniał wtedy hierarchii i częstował wszystkich po równo. Prawdziwie kochał ziemię i nie wyobrażał sobie życia innego, niż praca na roli. Walczył o swój dobytek z niespotykaną u niego w innych sprawach zawziętością. I chociaż wokół niego piętrzyły się problemy i narastały trudności, nie zdecydował się na sprzedaż gospodarstwa. Nie cierpiał Niemców, którzy wykupywali pobliskie pola od innych rolników i nie poszedł z nimi na żadne układy. Tego prostego chłopa można byłoby porównać z bohaterem powieści Henryka Sienkiewicza „Szkice węglem”- Rzepą. Ci dwaj chłopi mają wiele wspólnego, gdyż są typowymi przykładami ludzi niewykształconych i zacofanych: „Osiadły z dala od miasta, zapracowany, nie mający czasu na książkę czy gazetę”. To znaczy, że zwykły chłop, mający kawał ziemi i na nim pracujący, po prostu nie miał ani czasu, ani możliwości, by się kształcić i najważniejszym jego problemem był dobry wypoczynek po trudnej pracy.

Największymi wadami Ślimaka było zacofanie oraz brak samodzielności myślenia: “Dziwny był chłop ten Ślimak. NA WSZYSTKIM SIĘ ROZUMIAŁ, nawet na żniwiarce: wszystko zrobił, nawet naprawił młocarnię we dworze; wszystko sobie w głowie ułożył, nawet przejście do płodozmianu na swoich gruntach, ale niczego sam nie ośmielił się wykonać, dopóki go kto gwałtem nie napędził. Jego duszy brakło tej cienkiej nitki, co łączy projekt z wykonaniem, ale za to istniał bardzo gruby nerw posłuszeństwa: dziedzic, proboszcz, wójt, żona – wszyscy oni zesłani byli od Boga po to, ażeby Ślimakowi wydawać dyspozycje, których sam, sobie wydać nie umiał. Był on rozsądny i nawet przemyślny, ale samodzielności bał się gorzej niż psa wściekłego. Miał nawet przysłowie, że: „chłopska rzecz – robić, a pańska – bawić się i rozkazywać innym”. Ten cytat wiele mówi o postaci Ślimaka i o jego poglądach, przedstawia go jako człowieka zupełnie niegłupiego, a nawet zdolnego, ale bardzo niesamodzielnego. Akurat z powodu jego niesamodzielności o ważnych sprawach w rodzinie decydowała jego żona, której Ślimak ślepo ufał, czuł obowiązek spełniania jej woli i na nic się nie odważył bez jej narady. To udowodniła sytuacja, która wydarzyła się, gdy Józef poszedł prosić dziedzica o łąkę, a dziedzic widząc niesamodzielność chłopa, proponuje mu kupienie łąki za szczególnie niską cenę, ale pod warunkiem, że zdecyduje się on natychmiast, nie radząc się z żoną. Ślimak widział w tym jakiś podstęp i nie zgodził się, argumentując swoją decyzję słowami: “- Kiej kupować bez żony, jaśnie panie – to nieładnie…”.

Stosunek Józefa Ślimaka do otoczenia:” Ślimak, który ma silne poczucie własnego interesu i interesu swojej rodziny, NIE CZUJE WIĘZI Z NAJBLIŻSZYM SOBIE ORGANIZMEM SPOŁECZNYM, ze wsią. Żyje właściwie poza nią, OBOJĘTNY NA WSZYSTKO, CO GO BEZPOŚREDNIO NIE DOTYCZY”. Nie ufał on dziedzicowi, chociaż go szanował: „Ale co innego uczcić jaśnie pana, a co innego ufać mu”. Ślimak nie wierzy dworowi z zasady, podejrzewa każdy krok dziedzica, wszędzie dopatrzy jakiejś zasadzki. Był także podejrzliwy wobec kolonistów, ale podziwiał ich umiejętności, sprawność i organizację.

Prus po prostu przedstawia go jako prostego chłopa, zacofanego, stawiającego przed sobą naprawdę nieduże cele i bohatera, który sam tego nie rozumiejąc stawia opór kolonizatorom niemieckim.

Od czasów Bolesława Prusa w mentalności chłopskiej tak niewiele się zmieniło, duża część z nich została musowo przesiedlona do miast, gdzie ktoś musiał przecież obsadzić wakujące miejsca po wytrzebionym przez Hitlera i Stalina mieszczaństwie i inteligencji polskiej. I tak z chłopa, mamy chłopo-robotnika, co to na 300% normy PRL budował, mamy nawet pseudointeligenta, co to reżimowi na uniwersytetach, w sądach i prokuraturach wiernie służył, a dziś jego dzieci, te wykształciuchy wielkomiejskie bez wiedzy, dalej nie mające więzi z najbliższą sobie społecznością, i dalej obojętni na wszystko, co ich bezpośrednio nie dotyczy, znaleźli sobie przewodnika, co to ma za nich IV RP budować. Jak to chcieli zrobić? Ano tak jak w tej ich modlitwie poniżej:

  Modlitwa chłopo-katolika z dużego miasta

Zatem w mentalności panie Waldku, nic się u polskiego chłopa nie zmieniło, chłopu tylko zmieniono środowisko życia, zamiast pracować na roli, siedzi teraz w mieście betonowych blokowisk udając inżyniera, inteligenta, menedżera, polityka, męża stanu, dyrektora, katolika, kosmopolitę, itd.

Nota z 17.10.2011r. Zauważyłem, iż prof. Jaroszewicz odniósł się do tego tematu również

Źródło: http://www.blog.pl/blog-socjologiakrytyczna_blog_onet_pl/2011/02/20/modlitwa-polskiego-chlopo-katolika-z-duzego-miasta/

Polacy chleją na umór! [FOTO] Najtańsza wódka na świecie tylko u nas..

Alkoholizm i pijaństwo w PRL i III RP

Artykuł dokładnie oddaje obraz tamtych czasów. (i nie tylko tamtych czasów..)
Był to okres zniewolenia Polaków prymitywnymi, bolszewickimi metodami. Bolszewik może nie mieć co jeść, ale wódka musi być. Wystarczyło naprodukować różnej maści bełtów i dać przyzwolenie na ich spożywanie wszędzie – w domu, w zakładzie pracy, w biurze, w szpitalu a nawet w szkołach, i przy jakiejkolwiek okazji. W sklepach mogło nie być podstawowych artykułów ale dostawy bełtów były regularne. Ludzie wobec tego że nie mogli czegokolwiek kupić lub nie było ich na to stać CHLALI na umór. Wtedy nikt nie zawracał sobie głowy wypiciem 1 czy 2 piw. Od razu musiała być cała SKRZYNKA albo dwie. Inaczej szkoda było sobie zawracać głowy… A CHLAŁO się dopóki dopóty wszyscy z krzeseł nie pospadali albo w spodnie nie narobili. A komunistyczna władza się cieszyła bo biedne, ogłupione i zapijaczone społeczeństwo, łatwiej utrzymać w ryzach.
Dziś jest to samo, zmieniły się tylko etykiety i ideologie. Najtańsza wódka na świecie – w Polsce i Rosji. A zalać w trupa można się już za około 8 złotych (2 jabole), czyli równowartość 2 euro. Co nigdzie na świecie nie jest spotykane i praktykowane..

Na początek – bardzo ważny wykład o prawdziwej naturze alkoholu – jak przyczynił się do degeneracji ludzkości:

Cyt. „Narzeczona zdradza – seta, cenzura zdejmuje książkę – pół litra, nasi przegrywają z Ruskimi w nogę – trzydniówka” – według pisarza Janusza Głowackiego w PRL-u zawsze znalazł się pretekst do „drinkowania”. Nic dziwnego, że Polacy byli wówczas uznawani za jeden z najbardziej rozpitych narodów świata. Wlewali w siebie różne trunki, niektórzy nawet denaturat.

„Trzynasta wybiła, wstaje nowy dzień / ruszyła kolejka, wszystkim lżej / życie po trzynastej tu zaczyna się”- słowa wielkiego przeboju, którym Ireneusz Dudek zachwycił publiczność opolskiego festiwalu w 1986 roku, dla młodych ludzi brzmią prawdopodobnie dość abstrakcyjnie. Jednak dla pokolenia dzisiejszych czterdziestoparolatków pozostają bardzo żywym wspomnieniem. W 1982 roku ekipa Wojciecha Jaruzelskiego wprowadziła zakaz sprzedaży wyrobów alkoholowych przed godz. 13, co miało podobno ograniczyć pijaństwo w naszym kraju.

alkoholizm Polska

pędzenie bimbru

chlanie na umór

produkcja wódki PRL

setka wódki

Zakazana historia: kościół katolicki a rozbiory Polski

Tajemnice historii: kościół katolicki a rozbiory Polski

Cytuję: „Nie mam za bardzo czasu na pisanie, ale nie mogę już dłużej słuchać Kurskich, Jurków, Terlikowskich, Romaszewskich i im podobnych. Żałuję, że adwersarze tych panów nie posiadają odpowiedniej wiedzy historycznej ażeby móc odpierać ich „bezsporne i niezaprzeczalne fakty” odnośnie zasług Kościoła rzymskokatolickiego dla naszego bytu państwowego i niepodległości. Oni tego nie przeczytają, ale internet ma to do siebie, że wiadomość puszczona w sieć przetacza się przez wiele, wiele PCetów, laptopów.. i może jakiś młody miłośnik historii czytający poniższy tekst zostanie kiedyś politykiem lokalnym, krajowym, czy może dziennikarzem i podobne bzdety o „zasługach” Kościoła będzie mógł gładko zripostować.

KOŚCIELNE „ZASŁUGI” DLA POLSKI

Od zarania dziejów Kościół dążył do supremacji władzy religijnej nad świecką. Cel był prosty: podporządkować władzę świecką Kościołowi by objąć niepodzielnie rządy dusz i wyłudzać kasę. Kościół zawsze będzie zwalczał silną władzę, bo od słabych, zmuszonych do szukania poparcia z ambony da się wyłudzić więcej. Polska była areną, poligonem tej walki. Niestety, w naszym przypadku wygrał ten Kościół. Za osłabienie państwa i podporządkowanie go temu Kościołowi zapłaciliśmy cenę straszliwą, najwyższą w Europie.

W roku 1079 Bolesław Śmiały odbudował potęgę Chrobrego. Z powodzeniem interweniował na Węgrzech i na Rusi, zdobył Kijów, koronował się na króla. Był sojusznikiem papieża, skutecznie bił Niemca. Ale duchowieństwo było wtedy w 80% niemieckie. Śmiały nie walczył z Kościołem, wręcz przeciwnie – umacniał go. Jego władza była jednak dla Kościoła zbyt silna. Gal Anonim, przecież zakonnik, w swojej kronice nazywa biskupa traditor – zdrajca. Oto fragment:

„Jako król Bolesław był z Polski wyrzucony długo byłoby o tym mówić tyle jednak ujdzie powiedzieć, że nie godziło się pomazańcowi karać pomazańca cieleśnie, za jaki bądź grzech. To, bowiem zaszkodziło mu wielce, że gdy biskupa za zdradę skazał na obcięcie członków, więc do grzechu dodał grzech My jednak ani biskupa zdrajcę uniewinniamy,ani brzydką zemstę królewską pochwalajmy, lecz ostawmy te sprawę i opowiedzmy, jak przyjęto króla Bolesława na Węgrach.”

Tak, więc krótko mówiąc przywrócenie tytułu królewskiego i wzmocnienie władzy Bolesława musiało budzić niezadowolenie u przywódców państw ościennych, przede wszystkim Niemiec i Czech, oni to za pomocą niektórych polskich rodów możnowładczych starali się zbudować opozycję przeciwko Królowi. Uczestniczył w tym Biskup Krakowski Stanisław, Gall uczynek Stanisława nazywa grzechem i zdradą, albowiem biskup złamał przysięgę wierności, którą ślubował Bolesławowi, kiedy brał od niego inwestyturę.

Wbrew kłamstwom Kościoła – zdrajca w sutannie nie został zamordowany, tylko zgodnie z prawem skazany przez sąd za zdradę i stracony. Gdyby było inaczej, to natychmiast w glorii męczennika zostałby świętym – wszak każdy kult jest złotodajny dla kleru. Taki św. Wojciech został kanonizowany zaledwie dwa lata po śmierci! W przypadku Stanisława okazji zwyczajnie nie było, bo ludzie zdrajcę pamiętali. Wymazywanie zdrady z pamięci narodu zajęło oszustom w sutannach aż 174 lata. Wydatnie pomógł najazd tatarski w 1241 r., który spustoszył Polskę.

Podczas rozbicia dzielnicowego. Kościół wszelkimi sposobami osłabiał państwo, szczuł na siebie książąt dzielnicowych. Za poparcie jednych przeciw drugim wyłudzał kolejne nadania i przywileje. W ten sposób zupełnie zanarchizował Polskę i stała się ona areną nieustannej wojny domowej. Osłabiona, straciła Śląsk, Pomorze, Ziemię Lubuską, płaciła Niemcom daninę lenną. Nie była w stanie uporać się z najazdami Prusów i ściągnęła sobie na kark zakon krzyżacki.

Spośród plejady zdrajców w sutannach, wymienić trzeba takich jak arcybiskupi gnieźnieńscy: Jakub ze Żnina, Janik, Henryk Kietlicz; biskupi krakowscy: Gedko, Paweł z Przemankowa i Muskata; wrocławscy: Wawrzyniec, Tomasz I i Tomasz II oraz biskup poznański Andrzej. Posługiwali się zdradą, fałszerstwem i klątwą. Wyklęli m.in. Władysława Wygnańca, Mieszka Starego, Henryka Brodatego, Konrada Mazowieckiego, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, Władysława Łokietka, potem Kazimierza Wielkiego, pomijając pomniejszych książąt. Klątwa oznaczała faktyczną utratę władzy, gdyż poddanych władcy zwalniano z posłuszeństwa wobec niego. O zdjęcie klątwy trzeba było zabiegać w Rzymie, a trwało to długo i kosztowało słono. Jak w tych warunkach Polska mogła normalnie funkcjonować?

Na zjazdach w Łęczycy (1180 r.) w Borzykowej (1210 r.) i w Wolborzu (1215 r.) Kościół, wygrywając książąt przeciw sobie, wyłudził przywileje osłabiające cały kraj i całkowicie uniezależniając się od polskiego państwa. Kiedy Łokietek jednoczył Polskę i potrzebował złota na wojsko i zabiegi dyplomatyczne, papież zmusił go do… zwiększenia „świętopietrza”.

W r. 1515 w czasie zjazdu wiedeńskiego. Zawarto wtedy układ, na mocy którego Zygmunt Stary i Kazimierz Jagiellończyk, król Czech i Węgier, oddali Habsburgom Czechy i Węgry. Za darmo! Tylko za zerwanie przez Habsburgów sojuszu z Moskwą.
W polskiej dyplomacji rej wówczas wodzili biskupi Drzewiecki i Tomicki, papiescy niemieccy agenci. Kościół popierał wtedy Niemców, bo Polska słusznie nie kwapiła się do planowanej przez papieża wojny z Turcją. Dwa lata później Marcin Luter ogłosił swoje tezy. Niemców czekał wstrząs reformacyjny i wojny domowe…

W 1582 roku, kiedy pobita przez Batorego Moskwa prosiła o pokój. Car Iwan Groźny w obliczu całkowitej klęski w toczonej od czterech lat wojnie zaczął mamić papieża obietnicami zawarcia unii prawosławia z Rzymem i swego udziału w wojnie z Turcją. Papież wysłał do Moskwy swego legata, jezuitę Possevina, który pośredniczył w rokowaniach pokojowych. Ten działał ze szkodą dla Polski i zmarnował Batoremu owoce wielkiego zwycięstwa. Można było uzyskać znaczne lepsze warunki pokoju.
Po zawarciu rozejmu w Jamie Zapolskim car zaczął grać na zwłokę. Gdy Kościół zrozumiał że został wystawiony do wiatru, zaczął namawiać Batorego do kolejnej wojny obiecując 25 tys. dukatów subsydiów miesięcznie. Jednak plany wojenne pokrzyżowała śmierć króla Stefana.

Kolejny raz Kościół katolicki „zasłużył” się dla Polski w 1596 r., zawiązując unię brzeską. Unia ostatecznie zburzyła w Rzeczypospolitej pokój religijny, który był podstawą jej potęgi. Gwarantowała go konfederacja warszawska, uchwalona przez sejm w 1573 r. Ten pokój religijny był solą w oku Kościoła katolickiego, gdyż zbory protestanckie rozwijały się o wiele prężniej niż katolickie parafie. Toteż biskupi na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. rzucili na akt konfederacji klątwę. Papież potwierdził tę klątwę bullą z 1578 r.

Konfederacja warszawska, akt bezprzykładnej tolerancji religijnej w ówczesnej Europie, został przez UNESCO wciągnięty na listę Pamięć Świata. Tomasz Jefferson przyznawał, że pisząc konstytucję amerykańską, wzorował się na konfederacji warszawskiej. Smaczku temu dodaje, że jest to akt przez Kościół nadal wyklęty, co daje obraz „tolerancyjnego i miłosiernego” Kościoła.

Kościół dążył do podporządkowania prawosławia. W 1589 r., wykorzystując utworzenie patriarchatu moskiewskiego, Kościół przy pomocy jezuitów przekonał Zygmunta III do zawiązania unii i uznania jej za jedyną reprezentację „religii greckiej” w Rzeczypospolitej. Skutki, dokładając do tego wyjątkowo partackie wykonanie, były dla Polski straszliwe.

W czasie synodu w Brześciu, w którym brało udział aż 44 jezuitów, hierarchowie uniccy i prawosławni obrzucili się nawzajem klątwami. Dzięki uznaniu unii przez Wazę – „króla jezuitów” – i faktycznej delegalizacji prawosławia, unici, korzystając ze wsparcia władzy państwowej, siłą odbierali prawosławnym cerkwie, klasztory i majątki. Dochodziło do najazdów, morderstw, regularnych bitew. Nienawiść ludu ruskiego do Polski i Kościoła rosła, aż wybuchła w okrucieństwie słynnych rzezi w czasie powstań kozackich. Kozacy ogłosili się obrońcami prawosławia, a stałym punktem ich żądań była likwidacja unii. Ich powstania z czasem przekształciły się w wojny religijne. Zaczęli przy tym szukać poparcia w Moskwie.

Unia brzeska dała Moskwie pretekst do ingerencji w sprawy polskie. Powstanie Chmielnickiego wykrwawiło Polskę i złamało jej potęgę, a wykorzystały to Rosja i Szwecja. To Kościołowi Polska zawdzięcza wszystkie swoje klęski w XVII wieku, które były przyczyną późniejszej utraty niepodległości. Wszystkie wojny w XVII wieku Polska toczyła z państwami innych wyznań. Kolejną okazję podporządkowania prawosławia Kościół dostrzegł po pojawieniu się Dymitra Samozwańca.

To nuncjusz papieski Rangoni w 1604 r. osobiście wprowadził Samozwańca do „króla jezuitów” i zapewnił jego poparcie dla moskiewskiej awantury. Włączyli się biskupi i jezuici, tym bardziej że oszust potajemnie przyjął katolicyzm i obiecał go krzewić w Rosji. Wyprawę w 1609 roku papież Paweł V ogłosił krucjatą, nawet pobłogosławił dla Zygmunta III miecz i kapelusz – atrybuty „rycerza Kościoła”.

Skończyło się katastrofą. Polacy zostali z Moskwy przegnani, Wielka Smuta do dziś jest dla Rosji pretekstem do poczynań nieprzyjaznych wobec Polski, a rocznica wygnania polskich interwentów jest świętem narodowym Rosji. Wojsko po powrocie zażądało zapłaty żołdu w wysokości… 20 milionów złotych! Zawiązało konfederację i zanim sejm uchwalił podatki, zaczęło łupić kraj. Kler katolicki dał na krucjatę aż… 300 tys. zł! Straszliwy to rachunek za chodzenie na pasku Kościoła.

Na sejmie w 1605 r. Zygmunt III chciał wzmocnić władzę królewską, wprowadzić stałe podatki, powiększyć armię. Wszystko upadło, ponieważ król, będąc pod przemożnym wpływem jezuitów, nuncjusza i biskupów, odmówił podpisania uchwał sejmu, w tym potwierdzenia konfederacji warszawskiej.

Oburzona szlachta, jasno widząc dążenie do rządów absolutnych, pełnej katolicyzacji kraju i ograniczenia uprawnień sejmu, podjęła program obrony tolerancji religijnej, niezbędnej w państwie wielowyznaniowym. Na sejmie w 1606 r. stanął projekt „konstytucji przeciw tumultom”. Chodziło o ukrócenie inicjowanych przez jezuitów pogromów religijnych poprzez karanie ich sprawców. Dotychczas zbrodniarze, osłaniani przez kler, byli bezkarni. Uzgodniony już projekt król dał do oceny… jezuitom – Skardze i Bartschowi. Ci uznali, że jest szkodliwy dla wiary katolickiej. Po ich nocnej akcji biskupi, z urzędu senatorowie, mimo uprzedniej zgody, zablokowali ustawę w senacie. Przepadły także uchwały o podatkach na wojsko.

Osobistym, specjalnym listem za pobożność i obronę wiary katolickiej dziękował „królowi jezuitów” papież. Wybuchł bunt – rokosz kierowany przez katolika Zebrzydowskiego. Wojska królewskie zwyciężyły rokoszan w bratobójczej bitwie pod Guzowem. Program reform i wzmocnienia władzy królewskiej jednak upadł. Zwyciężyła idea „złotej wolności” której piewcami stali się jezuici, wychowawcy młodzieży. Kościołowi słabe państwo i anarchia zawsze najbardziej odpowiadały.

Kolejny raz Kościół katolicki „zasłużył” się dla Polski w roku 1619, sprowadzając na kraj najazd turecki i szwedzki. Węgrzy powstali przeciw katolickiemu terrorowi Habsburgów, wsparł ich książę Siedmiogrodu, lennik turecki Bethlen i obległ Wiedeń. Czesi zdetronizowali Habsburgów i przysłali mu posiłki. Rozpalała się wojna 30-letnia.

„Król jezuitów” Zygmunt III wysłał „braciom katolikom” Niemcom na pomoc korpus 10 tys. lisowczyków. Bez zgody sejmu, wbrew protestom kanclerza i hetmana Stanisława Żółkiewskiego! Za darmo! Naciskał na króla Kościół: nuncjusz papieski Ruini, prymas Gembicki – przewodniczący senatu – i podkanclerzy biskup Lipski. Lisowczycy rozbili Węgrów pod Humiennem. Pobity Bethlen zdał relację sułtanowi Osmanowi II. Jak ostrzegał hetman, na Polskę spadł najazd turecki. Ale właśnie o wplątanie Polski w wojnę z Turcją chodziło Kościołowi. Cel osiągnęli.

Szczupłe siły polskie przegrały pod Cecorą w 1620 r. Głowa Żółkiewskiego zawisła na bramie w Stambule, a hetman polny Koniecpolski dostał się do niewoli. Tatarzy spustoszyli Podole aż po Lwów. Nie było komu bronić… Miesiąc po Cecorze wojska Habsburgów pobiły Czechów pod Białą Górą. Czechy na 300 lat straciły niepodległość. Główną rolę w bitwie odegrali lisowczycy – ci, których zabrakło w Polsce.

W następnym roku, przewidując ponowny najazd, sejm uchwalił podatki aż osiem razy większe! Połowę wojska mieli stanowić prawosławni Kozacy prześladowani przez unię brzeską. Ani trochę nie otrzeźwiło to katolickich fanatyków. Obrona Chocimia zatrzymała najazd, ale Polska straciła Mołdawię. Czyli wojna przegrana. Najgorsze, że został zerwany pokój z Turcją trwający od ponad 100 lat. Polska stała się celem ataku tureckiego.

Okazji nie przepuścili Szwedzi i uderzyli na osłabioną Polskę. Nie miał jej kto bronić, bo wojska poszły na Turków. „Bracia katolicy” Niemcy na pomoc nie przyszli. Na domiar złego ludność miała już dość katolickiego terroru jezuitów i otworzyła Szwedom bramy Rygi. Wojna była niepotrzebna, bo Szwedzi gotowi byli zawrzeć pokój, byle król zrezygnował z pretensji do ich tronu. Ale była w interesie Kościoła i katolickich Habsburgów, którzy chcieli, aby Szwedzi bili się w Polsce, z dala od teatru wojny 30-letniej.

W czasie powstania Chmielnickiego w 1648 r. po klęsce pod Korsuniem do niewoli dostali się hetmani. Mimo krytycznej sytuacji interrex prymas Łubieński (trwało bezkrólewie po śmierci Władysława IV) i podkanclerzy biskup Andrzej Leszczyński (ten miłosierny po katolicku biskup, przywódca partii wojennej, chciał utopić powstanie kozackie we krwi), sterowani przez nuncjusza papieskiego de Torres, nie dopuścili do oddania dowództwa wojsk wybitnym wodzom Radziwiłłowi i Firlejowi, bo… byli oni ewangelikami. Bali się wzrostu znaczenia ewangelików po zwycięstwie ewangelickiego wodza. Złamali zasadę, że pod nieobecność hetmanów koronnych dowodzą litewscy. Kalwin Radziwiłł był polnym litewskim. Kościół jest zatem pośrednim sprawcą haniebnej klęski pod Piławcami i rozpalenia powstania na całej Ukrainie.

Potem Kościół rękoma nuncjusza, biskupów (z urzędu senatorów) i jezuitów nie dopuszczał do wejścia w życie zawartych z Kozakami ugód zborowskiej i białocerkiewskiej. W efekcie po każdej wybuchała kolejna wojna. Nienawiść tak narastała, że w kolejną ugodę hadziacką nikt już nie wierzył. Kościół szkodził Polsce, by nie dopuścić do uszczuplenia swoich przywilejów – do wejścia hierarchów prawosławnych do senatu i przywrócenia praw prawosławiu. Z osłabiania Polski przez Kościół skorzystała Rosja.

W roku 1660 na sejmie stanęła sprawa reformy państwa, w tym wyplenienia liberum veto. Po tragedii potopu była powszechna zgoda posłów na reformę. Zniesienie liberum veto było krokiem najważniejszym, jak pokazała przyszłość. Sprzeciwili się tej uchwale biskup krakowski Trzebicki i prymas Wacław Leszczyński wraz z bratem Janem, agenci habsburscy. Sterował nimi poseł habsburski de Lisola.

Dla Kościoła i obcych mocarstw liberum veto było instrumentem bardzo wygodnym – łapówki brali pojedynczy posłowie, zamiast całych stronnictw. Jezuici, wychowawcy szlacheckiej młodzieży, wpajali jej, iż jest to fundament szlacheckiej wolności. Wkrótce liberum veto zupełnie zanarchizowało Polskę, pozostało symbolem polskiej głupoty i warcholstwa. Między innymi dzięki niemu szczuci przez Kościół katoliccy fanatycy w roku 1658 odstępstwo od katolicyzmu zaczęli karać banicją z kraju (wygnanie Braci Polskich), a w 1733 r. odebrali ewangelikom i prawosławnym prawa publiczne. Ta nietolerancja dała pretekst ościennym, innowierczym mocarstwom do ingerencji w sprawy Polski.

Po raz kolejny Kościół katolicki zabłysnął na sejmie niemym w 1717 r. Zdetronizowanemu Augustowi II w roku 1709 pomogły powrócić na tron Rosja i Kościół. Dążąc do zaprowadzenia rządów absolutnych, Niemiec w roku 1713 wprowadził do Polski wojska saskie, które poczynały sobie jak w kraju okupowanym. Gdy Sasi zamordowali kilku szlachciców, wybuchła wojna domowa – szlachta zawiązała konfederację tarnogrodzką przeciw królowi.

Konfederaci nie zgodzili się na mediację nuncjusza papieskiego, pamiętając, kto Niemca posadził na tronie i popierał nawet po detronizacji. Wobec tego biskup Szaniawski i hetman Pociej wystąpili z propozycją mediacji… cara Piotra I. Poszło łatwo, bo kanclerzem był wówczas Jan Szembek, płatny agent Rosji, senatowi przewodniczył jego brat prymas Krzysztof.

Rosja, oczywiście, wprowadziła swoje wojska do Polski, a gen. Dołgoruki narzucił porozumienie. Pod rosyjskimi bagnetami odbył się sejm, na którym nikogo nie dopuszczono do głosu, stąd nazwa: sejm niemy. Głosowano wcześniej uzgodnione ustawy. Kościół w porozumieniu z Rosją uzyskał, co tylko chciał. Przede wszystkim innowiercom zakazano publicznego odprawiania nabożeństw ewangelickich i prawosławnych. Wymusiło to zamykanie kościołów ewangelickich, a cerkwie przejmowali unici. Rosja i Niemcy godziły się na szykany względem własnych braci w wierze, gdyż był to zawsze konieczny wymóg Kościoła w zamian za zdradę i osłabienie Polski – utrzymanie silnego katolicyzmu było priorytetem, skutkiem zaś – zawsze słabe państwo.

Rosja poczuła się zwolniona z zobowiązania oddania Polsce zdobytych na Szwedach Inflant, co zagwarantowała w traktacie narewskim. Czyli na udziale w III wojnie północnej, i to w zwycięskiej koalicji, Polska nie zyskała nic, poza ruiną kraju i utratą suwerenności.

Na sejmie biskup Łubieński spowodował ograniczenie liczebności wojska polskiego maksymalnie do 18 tys. w Koronie i 6 tys. na Litwie. Uchwalono jednak tak niskie porcje żołnierskie, że starczało zaledwie dla 12 tys. wojska. Jak to się miało do ponadstutysięcznych armii sąsiadów, przyszłych zaborców? W ten sposób ukrócono żądania szlachty, by Kościół płacił podatki na obronę Polski. Kraj był zniszczony licznymi wojnami i zarazami. Kwitły jedynie ogromne majątki biskupie i zakonne. Zdrajcy w sutannach rozwiązali problem wraz z polskim wojskiem. Polska zastała przez nich rozbrojona i rzucona na łup zaborcom.

Gwarantem ustaw sejmowych uchwalonych na życzenie biskupów została Rosja i w ten sposób z Polski zrobiono rosyjski protektorat. Tak Kościół przyczynił się do utraty przez Polskę suwerenności i rzucenia jej w szpony Rosji. Dołgoruki został pierwszym ambasadorem, a właściwie wielkorządcą Rosji w Polsce. „Osiągnięcia” sejmu niemego są porównywalne w skutkach do sejmów rozbiorowych.

Kolejny raz nieocenioną rolę w naszej historii Kościół katolicki odegrał w roku 1767, pomagając Rosji zmontować konfederację radomską, aby obalić reformy Stanisława Augusta. Dążąc do powstrzymania reformatorskich poczynań króla, ambasador Repnin postanowił wykorzystać tępotę katolickich fanatyków, kołtunów szlacheckich wychowanych przez jezuitów. Wywołał sprawę równouprawnienia innowierczej szlachty.

Trafił w dziesiątkę. Za rosyjskie pieniądze zawiązano dwie konfederacje innowierców. Ten sam Repnin podpuścił zdrajców nuncjusza i biskupów. Ci użyli księży oraz jezuitów do poszczucia z ambon katolickich fanatyków, którzy „w odpowiedzi” na te konfederacje, zawiązali katolicką konfederację radomską. Znowu krążyło rosyjskie złoto. Skaczące sobie do oczu konfederacje, katolicka i innowiercze, kotłowały się w… przedpokojach ambasady rosyjskiej. Ogłupienie zapierające dech w piersiach.

Oszalałych z nienawiści katolickich fanatyków Kościół podszczuwał poparciem samego papieża poprzez nuncjusza Duriniego oraz propagandą z ambon. Przywódcami fanatyków byli biskupi: niebywały warchoł Sołtyk (na sejmie komenderował tłumem rozwścieczonej szlachty), Załuski i Krasiński. Repnin obiecywał im detronizację króla i… niedopuszczenie do równouprawnienia innowierców. W tej iście makiawelistycznej intrydze pomagał Repninowi ksiądz Podoski.

Na czele konfederacji radomskiej Repnin postawił księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”. Francuz, gen. Dumouriez tak określił tego katolickiego fanatyka, wychowanka jezuitów: „Najbogatszy pan w Polsce, ale głupie bydlę”. Toteż nietrudno było Repninowi wystawić całą tę zgraję oczadziałych kadzidłem wychowanków jezuitów, kołtunów szlacheckich, do wiatru.

Na „sejmie repninowskim” w 1768 roku podpisano traktat z Rosją. Szlachcie prawosławnej i ewangelickiej przyznano pełnię praw politycznych, Rosja ponownie stała się gwarantem „praw kardynalnych”, w tym liberum veto i wolnej elekcji. Przywrócono rosyjski protektorat nad Polską. Podoskiemu za zdradę zapłacono nie tylko złotem, ale i godnością prymasa Polski – na prośbę Rosji obdarzył go nią papież, wbrew protestom króla Polski.

Zdrajca biskup Sołtyk żalił się w czasie sejmu w liście do kumpla w sutannie Podoskiego: „Zawiedzeni zostaliśmy, jak ptaszęta na lep wzięte. Chcieliśmy wzmocnić wolność, a staliśmy się niewolnikami.” Wkrótce pojechał kibitką do Kaługi, gdzie na zesłaniu spędził pięć lat. Prorok?…

Tak to kolejny raz Kościół uniemożliwił reformy w Polsce, pomagając przy tym prawosławnej Rosji.

Kolejny raz Kościół katolicki zasłużył się Polsce, doprowadzając do wybuchu konfederacji barskiej w 1768 roku. Po równouprawnieniu innowierców kler przystąpił do kontrataku, chcąc je cofnąć. Papież Klemens XIV polecił nuncjuszowi Duriniemu napomnieć biskupów, „(…) że są w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami”. Nuncjusz użył jezuitów i ambon do zaciekłej akcji propagandowej, skierowanej przeciwko Rosji, która równouprawnienie przeforsowała. Wykorzystał powszechne oburzenie wywiezieniem przez Repnina do Kaługi czterech senatorów, w tym biskupów Sołtyka i Załuskiego. Prawą ręką Duriniego był biskup Krasiński, który został przywódcą konfederacji barskiej. Duchowym jej patronem był „ksiądz Marek” Jandołowicz.

Ta nieprzytomna ruchawka katolickich fanatyków w ciągu pięciu lat zrujnowała i wykrwawiła kraj, stała się bezpośrednią przyczyną I rozbioru i pozbawiła Polskę możliwości oporu. Chaos był taki, że przez pięć lat nie mógł zebrać się sejm! Powstanie chłopskie („koliszczyzna”) spustoszyło Ukrainę. Powstańcy wyrżnęli ok. 200 tys. Polaków i Żydów, nikt nie liczył ofiar odwetowego ludobójstwa. Durini został z Polski odwołany na żądanie Rosji. Jak pisze prof. Łukasz Kurdybacha, rola nuncjusza papieskiego Duriniego w rozpętaniu tej wojny domowej nie została do końca odkryta. Następca Duriniego, Garampi, nawiązał ponownie bliską współpracę z Rosją. Oczywiście, przeciwko Polsce, a raczej tego, co z niej zostało…

W czasie sejmu rozbiorowego w 1773 r. po stłumieniu konfederacji barskiej, idiotycznej ultrakatolickiej ruchawki, zaborcy przystąpili do rozbioru Polski. Zrujnowana i wykrwawiona nie miała szans się przeciwstawić. Król Stanisław August Poniatowski błagał o pomoc Kościół, który miał świetne układy ze wszystkimi sąsiadami Rzeczypospolitej. Nuncjusz Garampi odpowiedział mu: „Gdybym zaprotestował, rozgniewałbym i obraził dwór wiedeński”.

Gdy cesarzowa Maria Teresa zwróciła się do papieża Klemensa XIV z wątpliwościami moralnymi co do rozbioru, „Ojciec Święty, któremu Polacy zawsze ślepo wierzyli, pospieszył jej odpowiedzieć, w imieniu nieba i ziemi, że inwazja i rozbiór były nie tylko właściwe politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się niebywale; że wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla duchowego dobra Kościoła było konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe panowanie możliwie daleko” (wg Lelewela). Jeśli Kościół, potężna siła w Europie, moralny autorytet przynajmniej dla państw katolickich, nie zaprotestował, to kto miał zaprotestować? Po za Turkami – nikt w Europie… Nic więc dziwnego, że głównymi sprawcami ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm byli biskupi: Młodziejowski – jako kanclerz – był organizatorem sejmu, Ostrowski przewodniczył senatowi i delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe, Massalski płomiennymi mowami za rozbiorem zyskał dla Kościoła miano „czwartej potencji rozbiorowej”. Za „zasługi dla Polski” biskupowi Ostrowskiemu papież na prośbę Rosji i Austrii zapłacił złotodajną godnością prymasa Polski i Litwy.

Historia pokazała, jak obca była Polakom narzucona przez Kościół nietolerancja. Już w kilka lat po wymuszonym przez Rosję równouprawnieniu prawosławnych i ewangelików nikt ich w Polsce nie dyskryminował. Gdyby nie prawne ramy kontrreformacji – nietolerancji i prześladowań narzuconych Polakom przez kler – Polska pozostałaby potęgą, a z pewnością nie byłoby rozbiorów.

Kolejny raz Kościół zasłużył się Polsce – i to po wielokroć – po I rozbiorze, kolaborując z zaborcami w zabranych prowincjach. Zaraz po rozbiorze biskupi złożyli przysięgę nowym władcom, podjęli z zaborcami aktywną współpracę i wezwali lud do posłuszeństwa: „Przysięgamy Jego Mości królowi Prus i jego prawnym następcom w rządach, jako nam najłaskawszemu królowi i władcy kraju być poddanym i wiernym, posłusznym i oddanym. Dbać o uczucia wierności dla króla, o miłość ojczyzny, posłuszeństwo wobec praw”. To fragment roty przysięgi biskupów polskich (?) królowi Prus po I rozbiorze.

Wymienić tu trzeba szczególne „zasłużonych”: arcybiskupa Sierakowskiego, biskupów Sołtyka (pochowany w katedrze wawelskiej!), Massalskiego, Ostrowskiego, a nawet Krasickiego. Toteż oporu nie było żadnego, kler nie ustawał w ukłonach dla nowych władców i w przekonywaniu Polaków, że muszą teraz służyć nowym panom. Upewniło to zaborców, że dalsze rozbiory też zakończą się sukcesem. Byle głaskać purpurowe i czarne suknie..

Zaborcy zagarnęli część wielu diecezji, reszta ich obszaru pozostała w okrojonej Polsce. Zupełną katastrofą było, że większość z tych zdrajców biskupów nadal zasiadała w polskim senacie, będąc jednocześnie poddanymi zaborców i im się wysługując.

Kiedy Katarzyna II zaczęła tworzyć nową strukturę Kościoła katolickiego na terenach I rozbioru, i to bez zgody papieża, nie natrafiła na opór, a wręcz przeciwnie. Kler kolaborował masowo z urzędasami carskimi, a zdrajcy Siestrzeńcewicz, Benisławski, Sierakowski i inni mianowani przez carycę „biskupami” ochoczo przyjęli sakry biskupie i pensje. Wkrótce wsparł ich i papież Pius VI – przysłał nuncjusza Archettiego, zatwierdził nową rosyjską strukturę Kościoła katolickiego, całkowicie niezależną od polskiej, i sam wyświęcił „biskupów” Katarzyny.

Karty szczególnej zdrady i hańby zapisali jezuici. Mimo kasaty zakonu przez papieża w 1773 r., Prusacy i Rosjanie pozwolili im działać i nadal wychować młodzież. Warunek był prosty: wychowywać polską młodzież w duchu posłuszeństwa zaborcom. Jezuici gorliwie to wypełniali. Komisja Edukacji Narodowej nie objęła swym działaniem terenów I rozbioru. To powinno nam uświadomić, jakie „zasługi” Kościół i jezuici wyrządzili Polsce.

Następnym przyczynkiem dla „wzmacniania” naszej niepodległości przez Kościół katolicki było obalenie Kodeksu Zamojskiego w 1780 roku. Kolejny raz Kościół uniemożliwił naprawę państwa. Po wstrząsie wywołanym przez I rozbiór panowała zgoda co do konieczności reform i ratowania pomniejszonego kraju. Zadanie opracowania zbioru praw sejm pod wpływem króla Stanisława Augusta powierzył w 1776 r. byłemu kanclerzowi koronnemu Andrzejowi Zamojskiemu. Wśród twórców Kodeksu był m.in. Józef Wybicki. Nuncjusz papieski Archetti nasłał swego agenta biskupa sufragana płockiego Krzysztofa Szembeka, by go o wszystkim informował. Po dwóch latach pracy, w roku 1778 Kodeks był gotowy do przedstawienia sejmowi.

Kodeks Zamojskiego miał umocnić państwo, przede wszystkim więc ograniczał przywileje Kościoła. Wprowadzał też pewne zmiany polityczne i ujednolicał prawo. Biskupi nie chcieli jednak zgodzić się na jakiekolwiek ograniczenie swoich przywilejów. Nuncjusz Archetti na polecenie papieża przystąpił do kontrakcji. Szukał sojusznika nawet w rosyjskim ambasadorze Stackelbergu. Kardynał Pallavicini w imieniu papieża zalecał szczególną ostrożność: „Porozumienie i współpraca nasza z państwem heretyckim nie powinna tam wyjść na jaw, gdyż to przyniosłoby nam szkodę, jakkolwiek Opatrzność posługuje się nieraz takimi środkami celem pokrzyżowania ludzkiej polityki dla dobra Kościoła i jego głowy”. Ale nawet naciskany przez nuncjusza Stackelberg odmówił bezpośredniego poparcia.

Król usiłował przekonać Kościół do konieczności reform – pytał o powody sprzeciwu, skoro proponowane rozwiązania były od dawna stosowane w innych krajach katolickich: „Dlaczego Polska ma być niżej ceniona? Czyż nie zasługuje ona na te same łaski i względy?”. – Naiwniak… Przypominał też, że nasz kraj był przez wieki przedmurzem chrześcijaństwa… Król nie zaniedbał nawet wysłania do Rzymu do papieża swego posła, zaufanego księdza, Włocha Ghigiottiego. Bezskutecznie. Widząc, że nuncjusz zamierza użyć liberum veto i zerwać sejm, aby obalić Kodeks, król – chcąc ratować reformy – wycofał projekt spod obrad i przeniósł na sejm 1780 r.

Archetti działał zza kulis „przy pomocy wrzawy, intryg, gróźb i złota”. Na sejmiki ruszyli zakonnicy, sączyć jad do uszu pijanej szlachty, swoje robili kapelani i spowiednicy magnatów. Urzędnikom tłumaczyli, że Kodeks wprowadzi ich odpowiedzialność karną; magnatom, że pozbawi ich tytułów książąt i hrabiów; szlachcie, że ograniczy jej władzę nad chłopami; hołocie szlacheckiej, że straci prawa polityczne. Na sejmiku w Środzie przygotowano zamach na życie Wybickiego. W ogóle nie podnoszono najważniejszej sprawy – ograniczenia przywilejów Kościoła – z obawy, że szlachta mogłaby to poprzeć. Ponieważ nikt nie czytał Kodeksu, ta intryga Kościoła trafiła na podatny grunt.

W tej sytuacji król postanowił powołać komisję sejmową do zbadania Kodeksu i wprowadzenia jakichś zmian. Zgodził się na to nawet… Stackelberg, ale… nie Kościół! Pallavicini pisał do Archettiego: „Ojciec Święty ufa Waszej Przewielebności i wierzy, że W.P. użyje wszelkich środków dla obalenia kodeksu”.

Na sejmie przekupieni przez nuncjusza posłowie wśród wrzawy zaczęli demonstracyjnie Kodeks drzeć i rzucać na ziemię. Sejm podjął uchwałę: „(…) tenże Zbiór Praw na zawsze uchylamy i na żadnym sejmie aby nie był wskrzeszany, mieć chcemy”. Wspaniałą okazję naprawy państwa 13 lat przed Konstytucją 3 maja zmarnował Polsce Kościół. Takie to są „zasługi Kościoła dla Polski”.

Chyba jednak największym udziałem Kościoła katolickiego w zachowaniu naszej niepodległości i przetrwaniu jako narodu dokonał popierając targowicę i wskazując drogę do drugiego rozbioru. Dużo obszerniej pisałem już o tym w osobnym wątku – „Konstytucja 3 maja a Kościół katolicki”, więc tylko w wielkim skrócie bo nijak pominąć takiej „zasługi” nie można.

Kler aktywnie popierał targowickich zdrajców, bo nie mógł się pogodzić z „bezbożnym, jakobińskim dziełem Konstytucji 3 maja”, postępowymi hasłami oraz utratą majątków, które Sejm Wielki przeznaczył na odbudowę wojska. Intrygował nuncjusz Saluzzo, który w listach do Rzymu przedstawiał Kołłątaja i Staszica jako jakobinów.

To papież Pius VI dał Rosji zielone światło do wojny z Polską i jej rozbioru, kierując 24.02.1792 r. brewe dziękczynne do Katarzyny II, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił I rozbiór Polski. Wszak było tuż po uchwaleniu Konstytucji 3 maja, którą Kościół zwalczał jako jakobińską. Papież dążył też do wciągnięcia Rosji do wojny z rewolucją francuską. Nikt nie idzie na wojnę bez nadziei zdobyczy, najlepiej terytorialnych. Papież dał carycy jasny sygnał, że zapłaty należy szukać w Polsce. Toteż za trzy miesiące Rosja, pewna swego, uderzyła na Polskę.

To wróg Polski papież Pius VI pobłogosławił targowicę, „aby stworzenie konfederacji stało się początkiem spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej”. Wspomniany nuncjusz Saluzzo namawiał króla do przystąpienia do targowicy. Nic dziwnego, że wielu biskupów aktywnie działało wśród targowickich zdrajców. Ich kapelanem był biskup Sierakowski; przywódcą na Litwie – Kossakowski; Skarszewski zwolnił Polaków z przysięgi na wierność Konstytucji 3 maja; biskup Okęcki listem pasterskim zarządził modły o powodzenie targowicy i został cenzorem wydawnictw; działali bp. Massalski i Adam Naruszewicz.

Wdzięczna targowica przywróciła Kościołowi majątki, cenzurę wydawnictw i zwróciła oświatę. Tenże nuncjusz Saluzzo czynił starania o wysłanie polskiej kawalerii narodowej na wojnę z… rewolucyjną Francją!

Kolejny raz pomocną dłoń Kościół katolicki podał Polsce na „sejmie hańby” w Grodnie w 1793 r., pomagając Rosji i Prusom zalegalizować II rozbiór.

Po klęsce Polski w wojnie w 1792 r. i zaprowadzeniu rządów targowicy Rosja przysłała do Warszawy ambasadora Sieversa z zadaniem doprowadzenia do II rozbioru i ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm. Koszty, czyli łapówki, pokrywała do spółki z Prusami. Kościół był wdzięczny targowicy i Rosji za obalenie jakobińskiej Konstytucji 3 maja, przywrócenie mu edukacji młodzieży i majątków zabranych przez Sejm Wielki na odbudowę wojska polskiego. Toteż wśród głównych aktorów „sejmu hańby” byli biskupi:

-Skarszewski, targowicki podkanclerzy, ten sejm organizował.
-Kossakowski rosyjskim złotem przekupywał i dobierał posłów (67 dukatów od głowy)
-Massalski wygłaszał prorosyjskie mowy „o nieograniczonej ufności we wspaniałomyślność cesarzowej.”

W kościołach warszawskich czytano list pasterski bpa Okęckiego z 2.09.1792 r., w którym wzywał do modłów, „ażeby Bóg błogosławił pracom konfederacji generalnej dla dobra ojczyzny podjętym.”

Kiedy już po II rozbiorze uproszony przez króla Stanisława Augusta kardynał protektor Polski Antici błagał papieża Piusa VI o interwencję na rzecz Polski, papież odpowiedział, że uważa ją za nieodpowiednią w obecnych okolicznościach, i radził kapitulację przed zaborcami. Ważniejsze dla Kościoła było utopienie we krwi rewolucji francuskiej.

Przedstawiłem tylko te największe klęski w naszej historii do czasu rozbiorów. Ja już pomijam takie drobnostki historyczne, które nie miały żadnego, bądź większego znaczenia dla historii Polski, takich choćby jak np. to, że w słynnym strajku dzieci we Wrześni przeciw nauczaniu modlitwy „Ojcze Nasz” po niemiecku zaprotestowali rodzice poprzez swoje dzieci a nie Kościół poprzez swoich funkcjonariuszy. Temat ich nie interesował i nie byli stroną w sporze – skąd my to znamy…

Do doprowadzenia do rozbiorów walnie przyczynił się Kościół katolicki. Fałszerze historii w sutannach czynią wszystko, by wymazać z pamięci narodu rolę Kościoła w rozbiorach. Wymazać, że katolicki kler sterował polską polityką i podporządkowywał ją interesom obcego państwa – Państwa Kościelnego. Przecież kanclerzem lub podkanclerzym zawsze był duchowny, prymas przewodniczył senatowi i był interreksem, a kościelne awanse zależały od wysługiwania się interesom Kościoła i cesarzy niemieckich.

Wychowawcami dzieci władców (także magnatów) byli prawie zawsze duchowni. Do tego Kościół dzierżył oświatę i jedyne wówczas masowe medium – ambonę. Kościół przez wieki miał monopol w edukacji Polaków, tylko na krótko przerwany epizodem wspaniałych szkół ewangelickich doby reformacji. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – proroczo napisał Jan Zamojski w akcie fundacyjnym swojej Akademii. To Kościół był piewcą złotej wolności, obrońcą wolnej elekcji i liberum veto. Potrzebował ich, aby utrzymać Polskę w stanie anarchii, by móc ją grabić bez przeszkód.

To Kościół katolicki wychowywał polską młodzież, zaszczepiał jej fanatyzm katolicki, kołtuństwo i anarchię. To Kościół katolicki zamordował Polskę. Najwięksi zdrajcy w naszej historii to m.in. kardynał Radziejowski, biskupi: św. Stanisław, Kossakowski, Massalski, Młodziejowski, Ostrowski, Trzebicki. Cywilni zdrajcy: Hieronim Radziejowski, Adam Poniński, Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki i inni byli wychowankami szkół katolickich, w ogromnej większości jezuickich. To Kościół siał nietolerancję, pogardę. Efekt tego katolickiego ogłupiania był taki, że Polska od połowy XVII wieku nie wniosła do kultury europejskiej NIC! Nie mówiąc o nauce, zlikwidowanej zupełnie, wyciętej równo z trawą.

Wydarto Kościołowi edukację właściwie przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon jezuitów. Z dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król Stanisław August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji Narodowej. Dzieło KEN cofnęła targowica, która w 1792 roku zwróciła edukację Kościołowi. Trochę tego ziarna jednak wykiełkowało, mimo wysiłków kleru, by wszelką wolną myśl wytępić.

Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie zajmowali się nią jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często niepiśmienni. Katolicki program nauczania dla ludu to wkuwanie na pamięć katechizmu i śpiew kościelny. Jedynym awansem społecznym dla przywiązanego do ziemi pańszczyźnianego chłopa była ministrantura, potem stanowisko kościelnego lub organisty. Polski robotnik potrafił wykonać tylko prace proste, a na stanowiska techniczne sprowadzano Niemców, Czechów, nawet Holendrów, niemal zawsze ewangelików. Zaś o edukacji dziewcząt nie było w ogóle mowy! Trudno się dziwić, że polscy emigranci do USA w XIX w., ogłupieni przez Kościół analfabeci, zapracowali na słynne „Polish jokes”.

Dlatego budzi przerażenie, że mimo tych doświadczeń ponownie wpuszczono Kościół do szkół. Jest nadzieja (choć mała), że katolicki kamień u szyi, który topił polską oświatę przez wieki i opóźniał rozwój kraju, będzie w końcu odcięty.

Równocześnie Kościół praktycznie nie płacił podatków, nawet na obronę Polski. Wysilał się tylko czasem na subsidium charitativum, czyli podatek dobrowolny. Zawsze były to ochłapy. W roku 1775 (już po I rozbiorze) Kościół zaczął płacić 600 tys. zł rocznie. Zmusił ich do tego… rosyjski ambasador Stackelberg!

Tu ukazała się bezmyślność Kościoła. Pazerność odjęła mu rozum: skarby jakie sobie nagromadził zagrabili mu w czasie potopu Szwedzi. Owo doświadczenie niczego go nie nauczyło. Nachapał się ponownie, ale nadal nie chciał płacić podatków na obronę Polski i.. znów Kościół został obrabowany podczas III wojny północnej przez Szwedów, Rosjan i Sasów.

Kler znowu zabrał się do wyłudzania pieniędzy od ogłupionych Polaków, nachapał się i… – dwie lekcje powinny wystarczyć – pewnie płacił wreszcie podatki? Ale przecież toż to Kościół katolicki, to i trzeci raz go oskubali – tym razem zaborcy. Potem jeszcze bolszewicy i hitlerowcy. Kościół przywilejami podatkowymi cieszy się nadal. Mało tego – Kościół jest jedynym podmiotem na który można przekazać darowiznę w nielimitowanej kwocie! Czy mam wyjaśniać jakie to niesie za sobą podatkowe nadużycia? Może w osobnym wątku…

Powyższe „zasługi” pomniejszyłem o wszelkie kościelne manipulacje przy obieraniu króli elekcyjnych, oraz związaną z tym stronniczością polityczną i konsekwencjami tych działań na dalsze losy naszego kraju, ponieważ opisałem już to w osobnym wątku:
http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=13557

O tym jak Kościół zwalczał Konstytucję 3 maja, aktywnie popierał Targowicę – za co kilku biskupów zawisło też już pisałem:
http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=13374

A o tym jak Kościół pozbawiał nas szans na odzyskanie Prus Książęcych jeszcze napiszę. W sumie od dawna mam już to gotowe ale muszę zweryfikować jeden dość bardzo istotny aczkolwiek na pierwszy rzut oka niewiarygodny szczegół. Dlatego muszę się upewnić o czym piszę aby móc odpierać ewentualne ataki. Na które mam nadzieję, że będę miał czas.

Mam ogromny żal do tzw. komuny, że przez choćby część okresu swoich rządów (np. na początku kiedy była jawnie wroga Kościołowi) nie nauczała w szkołach o powyższych jego „ZASŁUGACH”. Nijak nie mogę tego zrozumieć. Po co zabiegać o poparcie Kościoła w systemie totalitarnym mającego wszelkie atrybuty siły, którego nie wybrało i nie popiera społeczeństwo? A może właśnie to tu jest pies pogrzebany…?

Kardynał Dziwisz niedawno powiedział, że „Kościół nie zasłużył na to aby czuć się w Polsce obco” – czyżby? ”

Źródło: https://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=17525

.

jarek kefir

Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

Na konto bankowe:

Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:

Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

Apokalipsa światowa – SOS Ziemia

Apokalipsa światowa – SOS Ziemia

Nie, nie jest to tekst z serii: „koniec świata 21 grudnia 2012”. Ale ów koniec świata nastąpi na pewno, jeśli ludzkość się nie opamięta i ten 1% najbogatszych nadal będzie bez ograniczeń eksploatował zasoby Ziemi.

Zobaczcie, co człowiek zrobił z naszą planetą w ciągu ostatnich 200 lat.

Poniższy film jest w pełnej wersji z lektorem, trwa 114 minut.

Niecierpliwi mogą zacząć oglądanie od 50-tej minuty, chociaż polecam od początku.

Pamiętam pewną rozmowę przeprowadzoną z „nieświadomą” osobą rok temu. Jej konkluzja brzmiała tak: „Jarek, ja wiem, że ludzkość dąży do samozagłady, ale co mnie to, mam ważniejsze sprawy na głowie„.
-czyli, większość o tym doskonale wie, tylko jak im powiesz: „naukowcy są pewni, że za jakiś czas życie na Ziemi wyginie” – to pomyślą sobie: „uff, dobrze, że mnie wtedy już nie będzie na Ziemi„. A tymczasem guzik prawda – to może stać się za dekadę, dwie, jeszcze za naszego życia:

Oszustwo liberalizmu i „wolnego rynku”. Kredyt to zbrodnia perfekcyjna, bo legalna

Oszustwo liberalizmu i „wolnego rynku”. Kredyt to zbrodnia perfekcyjna, bo legalna

Cytuję: „Fragment art. Ewy Zaleskiej, pisany w l. 2005 – 2006  na podst. zródeł dostepnych we Włoszech, gdzie autorka mieszka i działa od paru dziesięcioleci.

Wezmy do ręki wirtualne szkło powiększajace i przyjrzyjmy się z bliska tej sprawie, bo jest ona nad wyraz „interesująca”.

Prawie wszyscy myślą, że banki posiadają skarbce pełne pieniędzy ( lub sztabek złota ), które biorą się zarówno z wkładów własnych banków ( czyli pieniędzy bogatych, z natury rzeczy, bankierów ), jak i z wpłat ( depozytów ), które wnieśli do banków klienci. Prawie każdy myśli, że tymi właśnie fizycznymi pieniędzmi banki obracają, pożyczając je innym lub ( przy „dobrej okazji” ) inwestując.

Nic bardziej błędnego !

Banki nie posiadają praktycznie żadnych pieniędzy, gdyż prawo bankowe zezwala bankom na fizyczne posiadanie tylko kilku procent tego, czym banki obracają ( w zależności od aktualnie obowiązującuch uregulowań, które ustanowiły sobie same banki, nie rządy ! ). Dziś rezerwa częściowa opiewa na 2 % – oznacza to minimalny procent fizycznych pieniędzy, jakie musi posiadać bank ( na 100% udzielanych pożyczek ). Tak więc banki mogą legalnie dysponować 1/50 – jedną pięćdziesiątą ( ! ) tego, co pożyczają. Czyli 98 % tego, z czego banki udzielają kredytów to są pieniądze „wyczarowane” ( mówiąc dobitnie: fałszywe ) – tych pieniędzy banki nie miały i nie mają.

Spróbujmy prześledzić proces „wyczarowywania” pieniędzy przez system bankowy.

Powszechnie uważa się, że wpłacając do banku nasze zaoszczędzone 100 euro ( w przypadku złotych, dolarów czy jakiejkolwiek innej waluty logika jest taka sama ), uzyska się od tych 100 euro 1 % odsetek w skali roku. Czyli po roku możemy być bogatsi o 1 euro i możemy odebrać z banku 101 euro. Banki z kolei, pożyczając innym swoim klientom te nasze 100 euro, żądają od nich, przypuśćmy, 8 % od sumy pożyczonej w skali roku. Jesteśmy skłonni myśleć, że różnica pomiędzy tym, co bank uzyskuje udzielając pożyczek ( tu: 8 %  ) a tym, co bank wydaje na wypłacenie odsetek od zdeponowanych przez swoich klientów pieniędzy ( tu: 1 % ), to jest cały i jedyny zarobek banków. Czyli ta różnica ( 8% – 1 % = 7 % ) miałaby stanowić zysk banków, dość wysoki wprawdzie – myślimy – no ale banki mają swoje koszty.

Jesteśmy bardzo dalecy od prawdy! Prześledzmy jak i z czego banki tworzą swoją fortunę.

Jeśli ja wpłacę do banku, przypuśćmy, 100 euro ( ta logika dotyczy w równym stopniu złotych czy dolarów ) to dostanę od banku, po upływie roku, 1 % odsetek od tych zdeponowanych przeze mnie pieniędzy. Czyli po roku będę mieć na koncie bankowym 101 euro.

Ale bank, przyjmując ode mnie te 100 euro, będzie mógł pożyczyć innym na procent ( na te, przypuśćmy, 8 % ) nie tylko „moje” 100 euro ale ponad 5.000 euro ( dokładnie 5.299 euro ), które „cudownie” pojawiają się, celem kredytowej działalności banków, po wpłaceniu przeze mnie 100 euro. Skąd bierze się ta cyfra w banku ?

Bank, w oparciu o prawo zwane „rezerwą obowiązkową” czy też „rezerwą częściową” nie musi posiadać swoich realnych, fizycznych pieniędzy, by móc udzielać pożyczek.  Prawo, o którym wyżej, zezwala bankom na kreowanie pieniędzy, co dokładnie oznacza „wyczarowywanie” sumy w ilości 50 razy większej od tej, którą banki realnie dysponują i którą przechowywują w swojej rezerwie ( zwanej, co warto zapamiętać, rezerwą częściową czy obowiązkową ). Jest to możliwe dlatego, że od dawna już bankierzy zaobserwowali, że ludzie wkładający swoje oszczędności do banku, podejmują je po trochu i nigdy wszyscy naraz.

Poza tym, zwłaszcza w ostatnich latach, wzajemne rozliczanie należności pomiędzy stronami odbywa się najczęściej systemem przelewów. Obrót gotówkowy praktycznie zostaje wyparty przez obrót elektroniczny, wirtualny ( elektroniczne karty płatnicze zna każdy z nas ! ). Stąd istnienie pieniędzy fizycznych staje się praktycznie nieistotne. Obecnie w świecie cywilizacji zachodniej, a coraz bardziej w całym naszym globalnym świecie, masa monetarna fizyczna ( tj. pieniądz papierowy czy monety metalowe ) stanowi jedynie nikły procent masy monetarnej w obiegu ( mniej niż 10 procent ! ), gdyż prawie wszyscy i prawie wszędzie posługują się pieniądzem elektronicznym.

Wróćmy teraz do moich 100 euro : po ich wpłaceniu przeze mnie bank bogaci się o ponad 5.000 euro. Gdybym tych pieniędzy nie wpłaciła, bank nie mógłby wykreować sobie tej sumy, bo musi mieć do tego podstawę właśnie w tej fizycznej, wpłacanej przez kogokolwiek walucie.

W oparciu o prawo „rezerwy częściowej” czy „obowiązkowej” , wynoszącej dziś 2 % ( to na podstawie uzgodnień międzynarodówki bankierów, spotykajacych się regularnie w Bazylei, w Szwajcarii i zwanych „ Bazyleą II ” ) zdeponowane przez kogokolwiek 100 euro dają podstawę bankowi komercyjnemu do cudownego rozmnożenia tych 100 euro aż 50- krotnie (  100 euro stanowi 2 % od sumy 5.000 ). Tak więc przyjmując ode mnie 100 euro bank natychmiast traktuje te pieniądze jako „rezerwę obowiązkową” ( 2-procentową ) i na tej podstawie „wyczarowuje” sobie pozostałe 98 % masy monetarnej, tyle że wirtualnej. I te 98 % ( tu: 5.000 euro ) może już pożyczać, na procent oczywiście.

Nota bene: istnieje projekt, wywodzący się z Bazylei, zlikwidowania jakiejkolwiek rezerwy obowiązkowej, tak, by banki mogły kreować każdą ilość pieniędzy, bez konieczności dysponowania nawet minimalna rezerwą.

Moje 100 euro ( w oparciu o prawo „cudownego rozmnażania” ) , a więc pomnożone przez 50,  daje 5.000 euro. Od tak wykreowanych 5.000 , bank ( w momencie udzielania innym jakichkolwiek pożyczek ) nalicza sobie odsetki , przypuśćmy 8 %.

8% od 5.000 euro = 400 euro. Te 400 euro to zarobek banku uzyskany z aplikowanych odsetek od udzielonej komuś pożyczki w wysokości 5.000 euro.

Od tych 400 euro bank musi odjąć 1 euro ( tzn. odestki wypłacone mi po roku od moich zdeponowanych 100 euro ) i zostaje mu 399 euro.

Tak więc bank, w oparciu o wpłatę ( depozyt ) klienta wynoszącą 100 euro zarabia:

1) w oparciu o mechanizm odsetkowy: 399 euro

2) w oparciu o prawo rezerwy częściowej czy obowiązkowej: 5.000 euro

To, co w tym układzie nie należy do banku, to jest moje 100 euro, które posłużyło bankowi do rozmnożenia swoich możliwości pożyczkowych (udzielanych na procent, oczywiście ) i które mogę podjąć w każdej chwili wraz z moim zarobkiem, tj. 1 euro odsetek.  Ostatecznie, od zdeponowanych przez klienta 100 euro bank stworzył dla siebie 4.900 euro ( bo od 5.000, które bank sobie wykreował, musi odjąć 100 euro, które były i są moje ) + 399 euro odsetek, co daje bankowi sumę 5.299 euro.

Widzimy bardzo dokładnie, jak i z czego banki tworzą swoją fortunę i widzimy skalę tego przekrętu: my, z naszych 100 euro włożonych do banku uzyskujemy 1 euro, a bank z NASZYCH 100 euro uzyskuje 5.299 euro.

Ale to nie koniec. Te pieniądze, wykreowane w oparciu o prawo rezerwy częściowej ( czyli „z powietrza”, stąd zwane często „fiat money” – z łaciny: pieniądze które „się stają” ) wchodzą do obiegu i prędzej czy pózniej wracają do systemu bankowego ponownie w formie depozytów ( oszczędności ). Na bazie tych depozytów bank będzie znów „cudownie rozmnażał” swoje bogactwo, oferując pożyczki i kredyty.

Zajrzyjmy jeszcze do księgowości bankowej.

Jak już mówiliśmy, kiedy ktoś wpłaca do banku przypuśćmy 100 euro, to bank może pożyczyć przedsiębiorcy ( w oparciu mechanizm rezerwy częściowej ) nie tylko te czyjeś 100 euro, ale – w zaokrągleniu – 5.000 euro. Czyli bank pożycza pieniądze których nie ma, a na dodatek dolicza sobie odsetki.

Bank teraz w swojej księgowości te wyczarowane i pożyczone 5.000 euro wpisuje do rubryki „aktywa” ( innymi słowy „plusy” ), a dzieje się tak dlatego, że od tej pożyczki będą wchodziły do kas banku odsetki, a więc – mówiąc potocznie – bank będzie miał to „na plusie”.

Księgowość banku ma też drugą rubrykę, tzw. pasywa ( innymi słowy „minusy” ). I te 5.000 euro zostaje wpisane również i do tej rubryki, jako że te pieniądze bank zobowiązał się wypuścić od siebie, przeznaczając je do obrotu. W bankowej rubryce „pasywa” ( minusy ) widnieje więc potencjalny dług, bo przedsiębiorca może w każdej chwili zechcieć wypłacić sobie z banku gotówkę, zgodnie z kredytem, który zaciągnął. Bank jest więc równolegle, potocznie mówiąc – „na minusie”. Bankowa rubryka „pasywa” ( minusy ) jest okresowo zasilana wpłatami przedsiębiorcy tytułem spłaty długu.

W układzie bank – przedsiębiorca ( czy jakikolwiek inny klient ) widać bardzo wyraznie, że przedsiębiorca, biorąc kredyt z banku, zadawala się pieniędzmi w postaci cyferek na swoim koncie. Tak dzieje się w zdecydowanej większości przypadków. Z tego „cyferkowego” konta klient będzie pobierał najczęściej pieniądze w postaci przelewów, którymi będzie pokrywał swoje zobowiązania pieniężne.

Bank, który udziela kredytu nie ma i nie tworzy realnych pieniędzy ( ani na sumę netto pożyczki ani na kwoty odsetek ). Bank jedynie czeka, aż klient przyniesie mu realne pieniądze, uzyskane od innych ludzi. I to nie tylko w kwocie „pożyczonej” ale w kwocie powiększonej o pewien procent, tj. o odsetki, dając tym sposobem bankom więcej niż „wziął”.

Ważny w tym mechanizmie jest fakt, że banki, pobierając ( czasami całymi latami ) odsetki od pożyczki są w zasadzie tym całkowicie usatysfakcjonowane. Nawet jeśli sumy pożyczonej nie zainkasują nigdy, to odsetki są i tak doskonałą formą zarobku. Mówiliśmy już dlaczego tak się dzieje: bo bank pożyczył w każdym razie cyferki wykreowane „z powietrza”, pożyczył to, czego zwyczajnie nie miał, a uzyskał pieniądze realne z odsetek.

Cała polityka banków zmierza właśnie do tego: do zadłużania społeczeństw celem ściągania z nich realnych pieniędzy ( których nie było przedtem ani na rynku ani w banku ). Często, gdy dłużnik nie jest w stanie spłacić pierwotnego długu ( a dzieje się tak najczęściej w przypadku instytucji publicznych czy bezpośrednio państw narodowych), bank „łaskawie” udziela im drugiej pożyczki, tym razem rozłożonej na dłuższy termin spłaty. Jest to dla banków złotym interesem, bo liczy się to, żeby do banku w każdym razie wpływały odsetki. Tak więc, jak widzimy, banki ustawicznie wyciągają, bez pracy, pieniądze z gospodarki.

Wróćmy do księgowości bankowej żeby przyjżeć się panującej tam logice, a co za tym idzie rutynowym posunięciom, powodującym ostatecznie ukrytą inflację w poszczególnych państwach i na świecie.

Kiedy kredytobiorca plajtuje ( co zdarza się często ), bank przerejestrowuje przyznany mu kredyt do rubryki „straty”. Nie jest to, w rzeczywistości, wielkim bólem dla banków, jako że 98 % kwoty pożyczonej zostało w każdym razie „wyjęte z kapelusza”. Realnie więc bank nie stracił nic, bowiem jedynym kosztem tej pożyczki był dla banku … koszt prowadzenia księgowości. Jest jeden tylko zasmucający banki aspekt tej sprawy: bank pozbywa się teraz rubryki „aktywa” ( plusy ), a zostaje mu ( jak bumerang ) do honorowania rubryka ”pasywa” ( minusy ). Te „minusy” nie będą ulegały zmniejszeniu – jak to było przewidziane – poprzez spłaty klienta, jako że klient przestał istnieć: splajtował. Bez względu na to jednak, bank musi honorować przedkładane mu polecenia wypłat. Te pieniądze muszą pochodzić teraz z faktycznego kapitału banku ( z tego, co realnie włożyli akcjonariusze ) lub z profitów tych akcjonariuszy. Z tego właśnie powodu banki są bardzo ostrożne w fazie przyznawania kredytów, bo jeśli zbyt dużo przedsiębiorców plajtuje i oni są niewypłacalni, to wtedy realne pieniądze ( te z odsetek od udzielonych kredytów, które miały zasilać rubrykę „aktywa”, tj. plusy ) przestają wpływać do banku.

W takiej sytuacji „pasywa” ( minusy ) mogą przewyższyć realny kapitał banku, powodując sytuację zagrażającą jego dalszemu biznesowi .

Nie ma jednak obawy, by bank stracił. Jeśli któryś z banków znalazłby się w podbramkowej sytuacji, wyciągnie go z perypetii Bank Centralny, pełniący funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji i gwaranta bankierów, którzy – z zasady – nie tracą nigdy. Nam się mówi, że Bank Centralny interweniuje by zabezpieczyć nasze oszczędności. Rzeczywistość jest jednak taka, że Bank Centralny zabezpiecza interesy prywatnych bankierów.

Banki niechętnie udzielają pożyczek drobnym przedsiębiorcom, gdyż koszt obsługi kredytu jest taki sam dla małego klienta jak i dla wielkich koncernów i państw narodowych. Jak już wspomnieliśmy, bank nie jest zainteresowany głównie – jak to wydaje się większości pożyczkobiorców – faktycznym zwrotem sumy wyasygnowanej na pożyczkę, bo ta suma praktycznie i tak nie istniała. Wiemy już że 98% kwoty, na jaką opiewa kredyt to pieniądze „wyczarowane”, a pozostałe 2% pieniędzy realnych to są w każdym razie pieniądze klienta i one banku nie interesują.

Bank interesuje jedno: ściąganie odsetek od „pożyczek”, bo te odsetki są prawdziwe i dopóki kredytobiorca spłaca odsetki, bank zarabia. Wydawałoby się oczywiste nam, normalnym ludziom, że bank powinien być szczęśliwy jeśli klient ma możliwość wcześniejszej od ustalonej umową, spłaty kredytu. Jest wręcz odwrotnie: banki naliczają karę za taki pośpiech !

Dla banku największą stratą jest strata płacącego odsetki dłużnika. Tym sposobem banki często udzielają tzw. kredytów pomostowych, które są kredytami, pomagającymi kredytobiorcom płacić odsetki w nieskończoność.

Z tego właśnie powodu idealnym dla banków kredytobiorcą i dłużnikiem jest państwo. Bank pożycza państwom swoje „wyczarowane” pieniądze, a państwo, poprzez wystawianie papierów wartościowych ( bonów skarbowych, obligacji ), zobowiązuje się, że te pieniądze odda, w międzyczasie płacąc odsetki od uzyskanych pożyczek.

Papiery wartościowe to nic innego jak po prostu obietnice zapłaty czyli tzw. obligacje ( obietnica = obligacja ), wystawiane na określony termin. W praktyce obligacje tym różnią się od bonów skarbowych, że mają wieloletnie terminy spłaty, ( bony skarbowe do jednego roku ).

Żaden bank nie oczekuje jednak, że państwo spłaci pożyczkę w terminie i że w ogóle ją spłaci. Bank oczekują tylko, że państwo – w obliczu zbliżającej się daty spłaty obligacji – zamiast je spłacić ( a nie ma z czego ), wystawi bankom kolejne zobowiązania  zapłaty ( obligacje ). Czyli państwo wystawia ( drukuje ) kolejne „papiery wartościowe”, stając się tym sposobem niespłacalnym dłużnikiem banków, bo wysokość odsetek stale rośnie. Nie jest znany w historii przypadek uregulowania długów względem banku przez państwo.

I taki własnie układ jak najbardziej zadawala posiadaczy obligacji – banki czy jakiekolwiek instytucje finansowe, bo one uzyskują odsetki ( a tych odsetek jest coraz więcej i są to astronomiczne sumy ) w pewności, że państwo nie może splajtować.

Uważny i bystry czytelnik zapewne dostrzeże, że skoro państwo może drukować obligacje, które są przecież honorowanym środkiem płatniczym, to przecież w równym stopniu mogłoby drukować banknoty. Te banknoty nie zadłużałyby państwa, a więc podatki , którymi są obciążeni obywatele mogłyby być wielokrotnie niższe ( mogłyby ograniczać się do kilku procent na obsługę administracji państwa, naszego bezpieczeństwa itp. ).

Dlaczego więc państwo nie drukuje banknotów ?

Jeśli ktokolwiek zadałby to pytanie publicznie, usłyszałby znaną już śpiewkę: „bo druk pustych pieniędzy prowadzi do inflacji”. Ciekawe, że co do druku obligacji,  które są przecież obłożone długiem, na publicznym forum nikt nigdy nie zgłasza  żadnych obiekcji ! Zauważmy: dzieje się tak zarówno gdy rządzi lewica, jak i prawica czy centrum.

Margrit Kennedy, żyjąca w Niemczech ekolog i propagatorka uwolnionej ekonomii,

( 14 ) uświadamia nam, że w państwach zwanych „wolnorynkowymi” swobodnie działa niewidoczna dla nikogo machina niszcząca: jest nią system odsetkowy. Ten system można przyrównać do raka w organizmie, bo oba charekteryzują się tzw. wykładniczym wzrostem. Wykładniczy wzrost to taki, który podlega schematowi wzrostu  bardzo niebezpiecznemu dla tych, którzy nie znają jego dynamiki.

Wzrost wykładniczy – jak rak w organizmie – zaczyna swój proces wzrostu bardzo powoli, ale z czasem przyspiesza i ostatecznie przechodzi w rodzaj pędu, którego nie sposób powstrzymać. W naturze tak zachowuje się rak, a w gospodarce system odsetkowy. Ludziom bardzo trudno jest zrozumieć wzrost wykładniczy, gdyż wokół siebie nie widzą tego zjawiska ( poza  chorobą wyniszczającą ) – prawidłowo funkcjonujący świat przyrody oparty jest o inny rodzaj wzrostu: jakościowy. Krótko i obrazowo naświetlę tylko jak zachowuje się wzrost wykładniczy, zastosowany w sektorze spekulacyjnym ( tj. odsetkowym ). Tak więc, gdyby ktoś zainwestował w roku narodzenia Jezusa jednego tylko feniga na 4 %, to w r. 1750 mógłby kupić tyle złota, ile waży cała kula ziemska, a już w roku 1990 takich „ziemskich kul złota” mógłby nabyć aż 980 ! Narastanie odsetek w dłuższym czasie, chociażby tylko 1-procentowych, powoduje spustoszenie wszystkiego, co zostało poddane działaniu tego systemu, rujnując tych, którzy poddali się płaceniu odsetek  bo nie przypuszczali, że poddali się działaniu systemu wykładniczego.

Jeśli więc zdamy sobie sprawę, że nasze rządy, w naszym imieniu, zobowiązują się płacić bankom odsetki od pożyczanych przez państwo pieniedzy, to znajdziemy odpowiedz na to, dlaczego państwo stale nie ma na godziwe płace, na emerytury, na renty, na szkoły, szpitale, drogi, kulturę itp. Nasze podatki idą bowiem na tzw. obsługę długu, czyli na spłatę odsetek i odsetek od odsetek prywatnym bankom!

„..obsługa długu publicznego jest drugim, co do wielkości wydatków, punktem w budżecie państwa. Kwoty przeznaczone na edukację ( 8,847 mld zł/2002 ) i ochronę zdrowia ( 3,594 mld zł/2002 ) razem wzięte tylko nieznacznie przekraczają POŁOWĘ sumy przeznaczonej na zobowiązania naszego kraju wobec kredytodawców. ”

Warto podkreślić, że są to dane z 2002 roku, a więc na dziś sytuacja nie może być jak jeszcze gorsza. Mechanizm odsetkowy jest też przyczyną przymusowego i patologicznego „wzrostu gospodarczego”, niszcącego samego gospodarza Ziemi, którym jesteśmy my i nasi następcy.

Jesteśmy skłonni myśleć, że jeśli nie zaciągamy pożyczek w banku, to nie płacimy odsetek. W takim wypadku – oczywiście – nie płacimy odsetek „bezpośrednich”, ale płacimy – niestety – odsetki „pośrednie”, czego w ogóle nie przypuszczamy !

W każdej rzeczy, którą nabywamy i w każdej usłudze, z której korzystamy, średnio połowę ceny stanowią … odsetki. Są to odsetki, które płacimy my jako końcowi odbiorcy oferowanych dóbr. Dzieje się tak dlatego, że wytwórca przedmiotów czy usług, zanim je wytworzył, skorzystał z kredytu bankowego. Te kredyty są, jak wiemy, zawsze oprocentowane i koszty tych kredytów wliczane są w cenę produktu końcowego, a więc są przerzucane na kupującego. Są one określane mianem niewinnie brzmiących słów: „koszty kapitałowe”. Margrit Kennedy obliczyła, że w Niemczech największy procent tych kosztów płacą użytkownicy mieszkań komunalnych. Tak więc to, co Niemcy płacą w ramach czynszu za mieszkanie, to nie są – jak się powszechnie przyjmuje – koszty utrzymania budynku czy też koszty jego amortyzacji wraz z kosztami administracyjnymi budownictwa mieszkaniowego. W pieniądzach przekazywanych administracji na czynsz aż 77 % kwoty tego czynszu idą na.. koszty odsetek od kapitału  ( tj. koszty kapitałowe ) !

Rodzi się w takim razie pytanie: czy można jakoś odciąć się od systemu odsetek, tak, by wszystko mogło kosztować nas o połowę mniej ? Odpowiedz jest pozytywna: oczywiście taka możliwość istnieje, jest ona nawet „na wyciągnięcie ręki”, a jedyną przeszkodą w jej realizacji jest.. niewiedza społeczeństwa o systemie i o stopniu wyzysku, jakiemu jesteśmy wszyscy poddani. Do konkretnych sposobów uwolnienia się od odsetek i długów wrócimy w dalszej częci tekstu.

Kiedyś, a dokładnie przed rokiem 1694, władza państwowa mogła pozwolić sobie zwyczajnie na wyrzeczenie się, w pewnym momencie, długów względem bankierów. Tak postąpił np. król Anglii Edward względem bankierów florenckich. Ale dziś władza państwowa nie może narażać interesów bankierów i proceder zadłużania społeczeństw wydaje się nie mieć końca.

Najbardziej tragiczna jest pod tym względem sytuacja tzw. Krajów Trzeciego Świata. Np. Wybrzeże Kości Słoniowej w Afryce – wieczny dłużnik międzynarodówki bankierskiej – kiedy nie jest w stanie spłacać odsetek, bank służy mu pomocą w ten sposób, że wykreśla ze swojej księgowości tę pożyczkę i pokrywa jej wartość z własnych zasobów. Bankowi zależy wszak, by dłużnik płacił odsetki, a więc przyznaje mu kolejny kredyt ( kreując znów pieniądze z niczego na tyle, by ta „kreacja” umożliwiała wysysanie ciągłej daniny czyli odsetek ). Jeśli dłużnik nie ma na płacenie odsetek, bank udziela mu specjalnego „kredytu pomostowego” na ich spłatę. Jeśli i tym razem dłużnik nie płaci, interweniuje Fundusz Monetarny, rozwiązując kwestię w ten sposób, że zostaje delikwentowi przyznany kolejny kredyt ( trzeci ). A zadłużane państwo nawet nie widzi gotówki: wszystko przechodzi jedynie przez księgi rachunkowe banków. Podatki, które takie państwo uzyskuje z pracy obywateli, prawie w całości idą na pokrywanie długów ( tj. płacenie odsetek ) i nie ma z czego np. budować szkół..

Ale bank w swojej rubryce „aktywa” może wpisać cyfrę jeszcze większą, która przynosi mu wyższe odsetki , a więc większe zyski. Kończy się to najczęściej popadnięciem delinkwenta w stan niewypłacalności, a dzieje się tak wówczas, gdy wszystkie przychody państwa ( zarówno te z podatków jak i te z eksportu ) zostają pochłonięte przez banki w ramach spłaty odsetek. Zwykle wtedy banki proponują „renegocjację” zadłużenia, polegającą na tym, że kwoty odsetek do płacenia stają się niższe, ale są do płacenia dłużej, w ciągu dziesięcioleci. Banki osiągają swój cel: wieczne zadłużenie państw narodowych. Na samym końcu tego procederu zwykle interweniują rządy ( głównie USA ), które przeznaczają na cele pomocowe dla państw Trzeciego Świata pieniądze podatników. Ale nie zapominajmy: kraje Trzeciego Świata płacą bankom ( ! ) w ramach odsetek sumę dwukrotnie większą od tej, którą otrzymują o rządów ( od nas ! ) w ramach „pomocy na rozwój” .

Źródła:
Maurizio Blondet : ” Schiavi delle banche” ( Niewolnicy banków )- wyd. Effedieffe 2004
Marco Saba : “Bankenstein”  – wyd. Nexus 2006
Margrit Kennedy ” La moneta libera da inflazione e da interesse” ( Pieniądz wolny od inflacji i odsetek )- wydaw. Arianna 2006
Marco Della Luna, Antonio Miclavez: “Euroschiavi”( Euroniewolnicy ) – wydaw. Arianna 2005

Archiwum trybunału w Norymberdze przeciwko mafii farmaceutyczno – naftowej poszukuje tłumaczy

Archiwum Trybunału Norymberskiego dokumenty

Serdecznie witamy w online Archiwum Trybunału Norymberskiego przeciw kartelowi naftowemu i farmaceutycznemu. Strony te stanowią źródło informacji, edukacji i przekazu dla każdego mieszkańca Ziemi.

Koncern IG Farben, Bayer i Basf Chemicals

Po 60 latach milczenia dostępne są wreszcie materiały Trybunału Norymberskiego, dotyczące oskarżeń przeciw koncernowi IG Farben – największemu międzynarodowemu przedsiębiorstwu chemiczno-farmaceutycznemu.

Ponieważ przedstawiona dokumentacja jest w języku angielskim, poza niemieckimi wyjątkami, zwracamy się do Państwa z prośbą o pomoc w tłumaczeniu polski zainteresowanych prosimy o kontakt contact@profit-over-life.org

Krótkie wprowadzenie do tego archiwum

Trybunał Wojenny w Norymberdze był częścią wspólnych wysiłków rządów Stanów Zjednoczonych i innych krajów alianckich, mających na celu określić, kto odpowiada za drugą wojnę światową i zażądać wyjaśnień od tych, którzy popełnili zbrodnie przeciwko ludzkości.

W latach 1945 i 1948 w niemieckiej Norymberdze, w tamtejszym Pałacu Sprawiedliwości, odbyło się kilkanaście rozpraw sądowych – stąd nazwa Trybunału.

Zbrodniarze wojenni sądzeni w Norymberdze

Trybunał przeprowadził łącznie 13 procesów. Pierwszy z nich, przeciwko „głównym zbrodniarzom wojennym”, nosił nazwę: „USA, Francja, Zjednoczone Królestwo i ZSRR przeciw Hermannowi Goeringowi i innym”. Proces ten odbywał się w latach 1945—1946 i zakończył się karami długoletniego więzienia lub śmierci wobec większości sprawców.

Co ciekawe, był to pierwszy proces przeciwko politycznym i wojskowym figurantom reżimu nazistowskiego, który został ogólnie opisywamy jako „Trybunał Norymberski”. Jest to jednak historycznie nieścisłe. Co więcej, odwróciło to uwagę od prawdziwych zbrodniarzy wojennych, którzy – dzięki swojej potędze ekonomicznej – sfinansowali powstanie nazistów i przygotowania do drugiej wojny światowej.

niesławni dyrektorzy IG Farben

Proces przeciwko IG Farben

„Farben było Hitlerem i Hitler był IG Farben”

Amerykański Senator Homer T. Bone do Komisji Senatorów do Spraw Wojskowych 4 czerwca 1943 r.

Z powodu nadrzędnej roli IG Farben w finansowaniu powstawania nazistów i przygotowywaniu drugiej wojny światowej jako podboju światowych rynków, udokumentowany na tej stronie internetowej proces przeciwko IG Farben jest najważniejszym spośród wszystkich trzynastu procesów, jakie odbyły się w ramach Trybunału do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze.

Amerykańscy oskarżyciele podczas obrad Trybunału do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze wyraźnie dali do zrozumienia, że ani powstanie nazistów, ani druga wojna światowa, ani holokaust nie byłyby możliwe bez finansowego i logistycznego wsparcia ze strony IG Farben.

Tajemnice historyczne II Wojny Światowej

Dzisiaj, ponad 60 lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, ludzkość nadal stoi przed zagadką: jak doszło do tego, że żadna organizacja międzynarodowa, która postanowiła ocalić pamięć o wojnie i holokauście, nie wskazała tych faktów historycznych?

Po dziś dzień organizacje te nie opublikowały ani ważnych sprawozdań z kluczowych procesów norymberskich przeciwko IG Farben, ani dziesiątków tysięcy stron dowodów sądowych łączących kartel chemiczno-farmaceutyczny ze zbrodniami przeciwko ludzkości.

błędy historyczne

Do dziś żyjący ocalały z Holocausty Polaków i Żydów mówi o inicjatywie ujawnienia zbrodni kartelu farmaceutycznego